Lot, który odbył się w Australii, to niebywały przykład tego, jak w kreatywny sposób można ratować dotkniętą kryzysem branżę lotniczą. Chociaż samolot leciał “donikąd”, bilety wyprzedały się w zaledwie 10 minut, co według Polsat News jest prawdopodobnie najszybciej wykupionym lotem linii Qantas. Skąd tak wielkie zainteresowanie tym niecodziennym rejsem?Niedawno pasażerowie w Australii odbyli lot, który można określić jako “widmo”, bo chociaż samolot wystartował z lotniska w Sydney, to nie miał miejsca docelowego. Podróżni wysiedli dokładnie w tym samym miejscu, w którym oderwali się od ziemi. Mimo to wszystkie bilety sprzedano w 10 minut, a uczestnicy na brak atrakcji nie narzekają. Być może pomysł, z którego skorzystały linie Qantas, zyska większą popularność.
Dzieci są już stałą częścią grup wyjazdowych, chociaż warto przypomnieć sobie podróże jeszcze kilkanaście lat temu. Brak skoordynowanych systemów wyszukiwań lotów, GPS-a na wyciągnięcie ręki - brzmi jak koszmar? Nie, problemem byli rozbrykani współtowarzysze.
Odkrycie w pobliżu miejscowości Ísafjörður na Islandii nie było do końca zaskoczeniem dla okolicznych mieszkańców. Osoby interesujące się historią wiedziały, że pod warstwami śniegu i lodu skrywa się wrak samolotu w czasów II Wojny Światowej. W ostatnich latach ocieplenie klimatu znacząco wpłynęło na topnienie lodowca Eyjafjallajökull, który pochłonął maszynę od razu po zderzeniu.
Stewardessa Olga w rozmowie z serwisem WP Kobieta poruszyła temat zachowań turystów na pokładach kilku linii lotniczych. Niektórzy stronią od alkoholu, część się krępuje, a amatorzy tzw. chomikowania - dają upust swoim upodobaniom pod siedzeniami foteli.
Katastrofa koreańskich linii lotniczych Korean Air miała miejsce dokładnie 6 sierpnia 1997 roku. Wtedy też boeing 747 wystartował z Seulu do Guam w Hagåtña (amerykańskie Terytorium Guamu), jednak zaraz przy podchodzeniu do lądowania, doszło do tragedii. Maszyna trafiła na wierzchołek wzgórza, jednak nie był to najpewniej jedyny powód zejścia z kursu. Co ważne, trzy lata później do podobnej tragedii doszło również na pokładzie francuskich linii.
Lot do popularnej wśród polskich turystów stolicy będzie sporą szansą dla urlopowiczów bez bliżej sprecyzowanych planów na najbliższe miesiące. Połączenia będzie obsługiwał port regionalny, co jeszcze bardziej ułatwi życie pasażerom z południa kraju. Obecny harmonogram to doskonały pretekst do aż tygodniowego pobytu w znanym regionie. To kolejne w ostatnim czasie zmiany w siatce połączeń krajowego przewoźnika.
Pasażer to czasem prawdziwy kłopot dla personelu pokładu. Chociaż za normalne możemy uznać to, że każdy płacący za bilet podróżny liczy na odpowiednią obsługę podczas rejsu, to jednak są pasażerowie, którzy pozwalają sobie na zbyt dużo. Doskonale pokazuje to sytuacja, do której doszło w samolocie należącym do polskiego przewoźnika PLL LOT. Personel postanowił zrobić zdjęcie i opublikować je w mediach społecznościowych, aby uświadomić społeczeństwo, z czym muszą się mierzyć.Każdy pasażer powinien zadbać o czystość dookoła siebie. Chociaż można myśleć, że to podstawowa wiedza, to jednak nie wszyscy się stosują do tej zasady. Za dobry przykład może posłużyć zdjęcie opublikowane na Twitterze Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego. Fotografia została zrobiona na pokładzie Boeinga 787 należącego do PLL LOT. Niestety to pokazuje, jak oburzające może być zachowanie podróżujących. Nie tylko personel był zszokowany. Zdziwienie wyraziło również wielu internautów.
Samolot linii Air France wystartował z lotniska Charles’a de Gaulle’a 25 lipca 2000 r. Już na pasie startowym zaczęły się problemy, o czym załoga dowiedziała się od razu. Zaledwie 2 minuty od startu Concorde uderzył w ziemię tuż obok hotelu i restauracji w na obrzeżach miasteczka Gonesse pod Paryżem. Zginęło 113 osób. Ogromna tragedia miała miejsce również w tym roku, o czym pisaliśmy tutaj.
Loty ze znanym przewoźnikiem Icelandair już nigdy nie będą takie same, jeśli firma ostatecznie nie dojdzie do porozumienia ze związkami zawodowymi. Przeciągające się negocjacje, w których nie obserwowano postępów, skłoniły zarząd do podjęcia bardzo zaskakującej decyzji. Icelandair ogłosił, że zwalnia cały personel pokładowy. W związku z tym pracę mają stracić wszyscy stewardzi oraz stewardessy. Ich miejsce mają zająć wykwalifikowani piloci.Wbrew pozorom stewardzi i stewardesi, którzy dbają, aby każdy lot odbywał się w odpowiednich warunkach, mają wiele obowiązków, a ich praca nie należy do łatwych. Znaleźć się wśród personelu pokładowego to również zadanie, które wymaga wielu szkoleń i kursów. Stewardessy muszą posiadać wiedzę zarówno w zakresie budowy samolotów, jak i medycyny. Z pewnością stanowią ważny element zespołu, a ich znaczenie może wzrosnąć jeszcze bardziej podczas pandemii koronawirusa. Jednak islandzki przewoźnik postanowił podjąć drastyczną decyzję o zrezygnowaniu z ich pracy.
Lot do rodzinnej miejscowości dla wielu urlopowiczów z Bydgoszczy nie odbył się zgodnie z planem z powodu awarii maszyny. Drugi kurs miał wystartować siedem godzin później, jednak ponownie - awaria. Ostatnią szansą miało być połączenie w późnych godzinach wieczornych. Polecieli - ale nie do Bydgoszczy.
Katastrofa lotnicza miała miejsce 17 lipca 2014 roku. Wtedy to samolot malezyjskich linii leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Maszyna została zestrzelona przez rosyjski system rakietowy Buk, który znajdował się na terenach wchodniej Ukrainy kontrolowanej przez rosyjskich separatystów. Niestety nikt nie przeżył. Potwierdzono 298 ofiar śmiertelnych. Jak dotąd jednak Rosja nie przyznała się do odpowiedzialności za tragedię. Holandia zapowiedziała już pozew.Katastrofa MH17 skończyła się śmiercią 193 obywateli Holandii, którzy stanowili najliczniejszą grupę wśród pasażerów samolotu. Podczas tragedii zginęła także cała załoga pochodzenia malezyjskiego oraz obywatele takich krajów jak Australia, Indonezja, Wielka Brytania, Belgia, Niemcy, Filipiny, Kanada oraz Nowa Zelandia. Jak informują media, pojawiło się wiele dowodów obciążających Rosję za zestrzelenie maszyny lecącej z Amsterdamu. Oskarżenia podają także ze strony holenderskich i australijskich władz.
Lotnisko na północy Polski zostanie przebudowane. W Porcie Lotniczym Gdańsk im. Lecha Wałęsy podpisano już akt erekcyjny, który uroczyście rozpoczął budowę wyjątkowego kompleksu usługowego na terenie lotniska. Pierwszy z biurowców będzie miał 6 pięter i 2 kondygnacje podziemne, a to dopiero początek zmian w ramach nowej inwestycji Airport CIty Gdańsk. O wielkich zmianach opowiedział prezes Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy.Po wielkich zmianach, jakie zaplanowano w ramach inwestycji Airport City Gdańsk, polskie lotnisko powiększy się o wyjątkowy kompleks. Podpisano już uroczysty akt erekcyjny, który rozpoczął budowę pierwszego budynku - Alpha. Podczas uroczystości wmurowano także kamień węgielny pod biurowiec. Zgodnie z planem nowoczesnej inwestcji komercyjnej na terenie lotniska stanie 7 biurowców, w których będą oferowane funkcje gastronomiczne, usługowe i hotelowe. Nazwy budynków to Alpha, Bravo, Charlie, Delta, Echo, Foxtrot oraz Golf.
Samolot był poszukiwany przez strażaków, którzy wcześniej otrzymali wiadomość o prawdopodobieństwie zajścia katastrofy. Okazało się, że maszyna rzeczywiście spadła z nieba i runęła na teren porośnięty lasem. Reporterom Polsat News udało się ustalić, że potwierdzono 4 poszkodowane osoby, na szczęście wszyscy przeżyli. Samolot typu awionetka należał do warszawskiego aeroklubu. Wciąż nie poinformowano, w jakich okolicznościach doszło do fatalnego wypadku.Samolot stracił łączność z Lotniskiem Bemowo. Wtedy zaczęto podejrzewać, że mogło dojść do katastrofy, o czym zawiadomiono straż pożarną.Służby zaczęły szukać maszyny. Z relacji świadków wynikało jasno, że awionetka zaczęła szybko tracić na wysokości zaraz po wzniesieniu się. Wreszcie strażakom udało się odnaleźć samolot i jego załogę. Maszyna rozbiła się w okolicy ul. Radarowej na zalesionym terenie. Strażacy przekazali mediom, że wczystkie cztery osoby żyją.
Katastrofa lotnicza dla większości z nas to obraz widziany tylko na dużym ekranie. Niestety w historii lotnictwa jest wiele dramatów, które rozegrały się w drodze powietrznej. Wiele katastrof do dziś nie zostało wyjaśnionych, co budzi wśród wielu duże kontrowersje. Jak się okazuje, wyjaśnieniem jednej z najbardziej tajemniczych katastrof lotniczych zajął się włoski rząd. Śledztwo może być przełomowe.
EasyJet to jedna z najpopularniejszych linii lotniczych. Przed wybuchem pandemii koronawirusa przewoźnik cieszył się dużym zainteresowaniem i zaufaniem ze strony pasażerów. Sytuacja ta jednak niekoniecznie zmieni się, mimo wznawiania lotów międzynarodowych przez kraje na całym świecie. Wizerunek firmy zauważalnie ucierpiał po tym, jak wielu klientów uznało, że próbowano nimi manipulować. Podróżni jednak szybko zorientowali się i postanowili dochodzić swoich praw.Problemy easyJet niebezpośrednio związane są z pandemią koronawirusa. Po wprowadzeniu restrykcyjnych nakazów i ograniczeń przewoźnicy musieli dostosować się do nowych warunków. Skutki szczególnie dotknęły sektor turystyczny. Ze względu na zamknięcie granic mnóstwo połączeń zostało anulowanych. Wcześniej jednak część podróżnych zakupiło już bilety na rejsy, które ostatecznie się nie odbyły. Takim klientom zarząd zaproponował jedynie zmiany połączenia lub vouchery. Firma nie musiała długo czekać na reakcję.
LOT - podobnie jak inne linie lotnicze na całym świecie - musiał zmierzyć się z kryzysem spowodowanym wybuchem pandemii koronawirusa. Jednak po niedawnych rozporządzeniach o otwarciu granic i wznowieniu lotów międzynarodowych, przewoźnicy mogą znów wrócić do funkcjonowania. Znoszone są również kolejne nakazy dotyczące rejsów - jak choćby obostrzenie dotyczące limitu miejsc na pokładzie. Teraz Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej przekazał kolejne wiadomości.Wiele wskazuje na to, że LOT radzi sobie z obecnym kryzysem nienajgorzej. Zgodnie z komunikatem Konsulatu Generalnego RP polski przewoźnik wznowi rejsy do Stanów Zjednoczonych. Połączenie Warszawa - Nowy Jork-JFK wraca już najbliższej przyszłości i będzie funkcjonowało regularnie. Informacja to może szczególnie cieszyć, ponieważ kursy zostaną wznowione już w okresie wakacyjnym. Po otwarciu granic oraz lotów międzynarodowych wraca coraz więcej połączeń.
Lot opóźniony może pokrzyżować wszelkie plany. Podróżni nieraz mogą spędzić na lotnisku wiele dodatkowych godzin, czekając na swój samolot, który z różnych przyczyn nie mógł wystartować punktualnie. Bywa tak, że długie oczekiwania kończą się usłyszeniem komunikatu o odwołanym locie. W takich przypadkach pasażerowie mogli ubiegać się o odszkodowania, a nawet dodatkowe dofinansowanie np. za nocleg. Teraz Komisja Europejska rozważa wprowadzenie nowych zmian.Jak dotąd znacznie opóźniony lub odwołany lot upoważniał podróżnych do pobierania odszkodowań wypłacanych przez linie lotnicze. Nic dziwnego, ponieważ nierzadko brak punktualności wynika z problemów technicznych związanych ze stanem samolotu lub całego lotniska. Oczywiście ważne są również warunki pogodowe, które czasem uniemożliwiają odbycie się rejsu. Każdy, kto regularnie podróżuje samolotem - służbowo czy w celu wypoczynkowym - ma świadomość, że takie komplikacje są rzadkością. Zmiany, jakie mogą dotknąć system wypłacania odszkodowań, prawdopodobnie wywołają niezadowolenie wśród wielu turystów.
Pasażer, który pojawił się na lotnisku, nie sprawiał problemów aż do momentu, kiedy znalazł sie na pokładzie samolotu. Mężczyzna nie reagował na nakazy personelu i w konsekwencji ostatecznie został usunięty. Musiał szukać innego przewoźnika. W odpowiedzi na jego zachowanie, postanowiono zastosować jeszcze dotkliwszą karę. Linie lotnicze wystosowały również komunikat uzasadniający swoją decyzję. Do incydentu doszło w czwartek tj. 18 czerwca br.Usunięty pasażer miał lecieć wraz z ponad stoma innymi osobami. Czwartkowy rejs miał odbyć się z nowojorskiego lotniska LaGuardia, a jego miejscem docelowym było Dallas-Fort Worth w Teksasie. Mężczyzna skorzystał z linii lotniczych American Airlines. Ostatecznie jednak musiał wybrać innego przewoźnika, ponieważ został usunięty z pokładu samolotu po tym, jak nie zareagował na polecenia personelu. Pracownicy linii kilkukrotnie prosili go o zastosowanie się do nakazu. W pewnym momencie doszło do kłótni.
Samolot do niedawna jeszcze był miejscem, w którym pasażerowie mogli liczyć na wiele udogodnień podczas podróży. Chociaż 16 czerwca wznowiono loty międzynarodowe i firmy przewozowe sprzedają już pierwsze bilety, rejsy wciąż objęte są różnymi ograniczeniami. Zgodnie z restrykcyjnymi przepisami sanitarnymi - w Polsce są to jedne z najostrzejszych w Europie - linie lotnicze mogły sprzedać maksymalnie połowę dostępnych miejsc pasażerskich. Pojawiają się kolejne regulację, tym razem jednak wprowadzone przez same linie.Samolot wielu linii lotniczych był miejscem, w którym stewardesy mogły proponować pasażerom sprzedaż alkoholu. Część osób podróżujących wręcz nie wyobraża sobie lotu bez lampki wina lub drinka. Jak dobrze wiemy, niektórzy nawet potrafili się już odpowiednio znieczulić przed wejściem na pokład. Linie lotnicze natomiast czerpały ze sprzedaży niemałe zyski. Teraz jednak ma się to zmienić. Pojawiły się już firmy przewozowe, które postanowiły zrezygnować z tej oferty w imię bezpieczeństwa podróżujących.
Dzięki wznowieniu lotów międzynarodowych, każdy samolot - przynajmniej w teorii - będzie mógł opuścić lotnisko od dzisiaj tj. 16 czerwca. Z warszawskiego lotniska Chopina odleciały już nawet wyczarterowane samoloty linii LOT, które zamówiły ambasady Belgii, Irlandii oraz Szwecji. Rejsy zabrały obywateli tych 3 państw, którzy utknęli w Polsce aż na 3 miesiące po wybuchu pandemii koronawirusa. Jak wiemy, w trakcie tego wyjątkowego stanu Polska - podobnie jak inne kraje - postanowiła zamknąć granice.Każdy wracający wyczarterowany samolotu LOT-u zabierze Polaków, którzy również utknęli zagranicą podczas lockdownu. W związku ze wznowieniem lotów międzynarodowych już 4 linie lotnicze zapowiedziały loty, które mają rozpocząć się w środę z Okęcia - WizzAir, Lufthansa, KLM i AirFrance. Międzynarodowych rejsów nie oficjalnie jeszcze nie ogłosił LOT. Chociaż 16 czerwca to data, gdy wznawiane są loty między krajami należącymi do Unii Europejskiej, w Polsce sytuacja ta wciąż wydaje się skomplikowana. Jeden z rządowych zakazów może przynieść fatalne konsekwencje.
Zmiany w podróżach lotniczych zauważalne są już teraz, przy okazji połączeń krajowych. Podobne procedury będą obowiązywały także na trasach długodystansowych. Powszechny obowiązek zakrywania ust i nosa, regularna dezynfekcja oraz zachowanie dystansu to tylko niektóre zmiany w procedurach lotniskowych. Warto zaznaczyć, że nowe przepisy mogą przełożyć się na ceny biletów. Jak się okazuje, w branży są zwolennicy teorii o korzystnych zmianach dla pasażerów.
Tanie loty w Polsce to przeszłość? Wszystko za sprawą nowego rozporządenia Rady Ministrów. Linie lotnicze krytykują decyzję Rządu i przeciwstawiają się zmianom, które weszły w życiu 29 maja 2020 roku. Czy faktycznie jest o co się martwić?
Lotniska w Polsce ponownie obsługują loty pasażerskie na poziomie krajowym. Podróżni muszą jednak przygotować się na szereg niedogodności, które zostały wprowadzone, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii koronawirusa.
Ceny biletów lotniczych mogą wzrosnąć. Na najbliższe dni przewidywany jest powrót połączeń lotnichych. Wiąże się to też z nowymi zasadami bezpieczeństwa na lotniskach i na pokładach samolotów. Niektóre mogą nie spodobać się pasażerom.
Pilot lecący nad Polską niespodziewanie nadał sygnał "mayday", które odebrała wieża kontroli lotów. Chwilę później samolot zniknął z radarów, wszczęto więc poszukiwania wokół jednej miejscowości w województwie wielopolskim. Niestety, mimo że sytuacja miała miejsce w sobotę, do tej pory nie wiadomo, co stało się z maszyną.
Podróżnik i autor strony "Kalendarz Przygód" przez 4 miesiące przebywał w Afryce, gdzie odwiedził Zanzibar, Ugandę i Rwandę. By wrócić do Polski, poleciał najpierw na Teneryfę, a potem dopiero do Warszawy. W ciągu jednego tygodnia czterokrotnie wykonał lot międzynarodowy, podczas gdy na świecie szalała już pandemia. Zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie ze sobą taka trasa, dlatego bacznie przyglądał się swojemu zdrowiu.
Ryanair znany jest z niskich cen, ale też różnych przygód pasażerów w samolotach i na lotniskach. Pomimo niedogodności zawsze miał mnóstwo klientów i zamierza szturmem wziąć pierwsze dni wolności po zniesieniu zakazu podróżowania. Szef firmy opracowuje strategię, która oparta będzie niezwykle o niskie ceny, na które konkurencja może nie mieć odpowiedzi.
Po zakończeniu globalnej kwarantanny, lot samolotem może wyglądać kompletnie inaczej. Ulec zmianie może cała branża lotnicza, która bardzo boleśnie odczuwa skutki kryzysu epidemiologicznego. O swoich przypuszczeniach mówi Mariusz Piotrowski z Fly4free w rozmowie z NaTemat.