podróżnik Bartek ZobekFot. youtube.com/ Bartek Zobek / screen

Polski podróżnik zabrał głos. "Po powrocie musiałem sam prosić o test na COVID-19, a potem walczyć o jego wynik"

Podróżnik Bartek Zobek wrócił do kraju po długiej podróży, po czym na własną rękę udał się na kwarantannę. O test na koronawirusa musiał prosić, bo nikt nie uważał, żeby był konieczny. Swoją przygodę porównał do sceny z filmu Barei.

Podróżnik i autor strony "Kalendarz Przygód" przez 4 miesiące przebywał w Afryce, gdzie odwiedził Zanzibar, Ugandę i Rwandę. By wrócić do Polski, poleciał najpierw na Teneryfę, a potem dopiero do Warszawy. W ciągu jednego tygodnia czterokrotnie wykonał lot międzynarodowy, podczas gdy na świecie szalała już pandemia. Zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie ze sobą taka trasa, dlatego bacznie przyglądał się swojemu zdrowiu.

Niesamowity skutek zakazu wejścia do lasów w Polsce. 2 tygodnie wystarczyłyNiesamowity skutek zakazu wejścia do lasów w Polsce. 2 tygodnie wystarczyłyCzytaj dalej

Podróżnik na własną rękę wrócił do domu

W rozmowie z WP abcZdrowie ujawnił, jak wyglądały procedury na lotnisku w Warszawie i jego powrót do rodzinnej miejscowości. Jak czytamy na stronie WP, każdy pasażer samolotu miał zmierzoną temperaturę i został poproszony o wypełnienie ankiety. Straż graniczna rozdała ulotki i poinformowała o konieczności odbycia dwutygodniowej kwarantanny we własnym domu. Bartek Zobek musiał przenocować w stolicy, by następnego dnia wsiąść do pociągu do Krakowa, a stamtąd wynajętym samochodem ruszył do domu w Mszanie Dolnej.

Policja przyjechała wieczorem, by sprawdzić, czy przestrzega zasad kwarantanny. Jak opisywał dla WP, później odwiedzali go każdego dnia rano, niemal o tej samej porze. Jak zauważył podróżnik, złamanie kwarantanny nie stanowiłoby problemu. Już pod koniec podróży po Afryce czuł niepokojące objawy takie jak bóle brzucha, biegunka i gorączka. Po powrocie do ojczyzny brzuch nadal bolał, dlatego postanowił zgłosić się do lekarza. Mężczyzna został przekierowany z całodobowej opieki lekarskiej do limanowskiego sanepidu, który polecił skontaktować się z lekarzem mobilnym. Po kilku godzinach od telefonu pojawiła się lekarka ubrana w odzież ochronną.

Test na koronawirusa "nie był potrzebny"

Tatiana Kolesnychenko z WP abcZdrowie zapytała Bartka Zobka o test na koronawirusa. Okazało się, że lekarka odmówiła jego wykonania, ponieważ objawy nie były typowe dla COVID-19. Postanowił zadzwonić ponownie do Sanepidu, który najpierw zgodził się na test, a potem odmówił, bo oficjalnie mężczyzny nie było jeszcze w Polsce. Dopiero po przesłaniu biletu powrotnego do Warszawy, oddelegowano pielęgniarkę. Wymaz niezbędny do przeprowadzenia test został pobrany dopiero 27 marca, czyli 8 dni po powrocie.

- Po powrocie do Polski musiałem sam poprosić o test na COVID-19, a potem niemal przez dwa tygodnie walczyć o jego wynik - wyznał podróżnik w rozmowie z WP abcZdrowie.

Kwarantanna podróżnika miała się zakończyć w nocy z 2 na 3 kwietnia, jednak wyniku nadal nie było. Walka telefoniczna o jego otrzymanie toczyła się aż do 7 kwietnia, a wynik i tak budził wątpliwości. W międzyczasie dowiedział się, że laboratoria nie mają czasu, potem jego wyniki gdzieś zaginęły.

Zaginione wyniki badań

- Dopiero 7 kwietnia podczas kolejnej rozmowy z kierownikiem nadzoru w krakowskim sanepidzie dowiedziałem się, że wyniki moich badań zostały znalezione i miały być mi przesłane. Ale skoro ich nie dostałem, to na razie nie mogę jeszcze wychodzić... Jakąś godzinę po tej rozmowie dostałem maila: test ma wynik negatywny. Najciekawsze jest to, że data przeprowadzenia badania to też 7 kwietnia! Czyli moja próbka czekała aż 11 dni na zbadanie. Wątpliwym wydaje się nie tylko sens i wiarygodność takiego badania, ale czy w ogóle je przeprowadzono - powiedział Bartek Zobek w rozmowie z WP abcZdrowie.

Dzisiaj grzeje: 1. Papież powiedział o "jeszcze gorszym wirusie" grożącym światu podczas pandemii. Smutne słowa dają do myślenia
2. Biedronka wprowadza nowy produkt do sprzedaży. W czasie epidemii dla wielu jest niezbędny

Na pytania redakcji WP nie chciała odpowiedzieć dyrektorka sanepidu w Limanowej, ale udało się zdobyć wyjaśnienie od rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie, Dominiki Łatak-Glonek. Zaprzeczyła, aby jakiekolwiek wyniki badań zostały zgubione. Z powodu dużej ilości próbek, które mogły być badane tylko w jednym laboratorium w Krakowie, trzeba było ustalić kolejność. Podróżnik rzekomo nie miał charakterystycznych objawów i nie potrzebował pomocy lekarskiej, dlatego jego test miał być wykonany w dalszej kolejności.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Padła konkretna data. Będzie zniesienie bardzo ważnych obostrzeń?
  2. Szanowany epidemiolog uważa, że wirus zostanie z nami już na zawsze
  3. Ogromna zmiana we Włoszech w czasie narodowej kwarantanny. Rekordowy, niespodziewany wzrost
  4. Papież powiedział o "jeszcze gorszym wirusie" grożącym światu podczas pandemii. Smutne słowa dają do myślenia
  5. Cała Warszawa się zatrzymała. Zawyły syreny, aż łzy napływają do oczu, poruszające
  6. Patogwiazda Fame MMA publikuje odważne zdjęcie. Tylko dla dorosłych (FOTO)

Źródło: WP abcZdrowie

Następny artykuł