tvn zakopanefot. flickr.com/ Adriano Oliveira/ CC BY-NC 2.0/ https://creativecommons.org/licenses/by-nc/2.0/

TVN ujawnił, co się dzieje w Zakopanem. Niebywałe, jak w hotelach obchodzą zakazy

Program TVN Uwaga! ujawnił, co aktualnie dzieje się w Zakopanem. Jak się okazuje, dochodzi tam do licznych przypadków naruszania przepisów. Decyzją rządu hotele mogą przyjmować wyłącznie gości w podróży służbowej. Spowodowało to, że niektórzy właściciele kwater i domków przyjmują turystów na teoretycznie "służbowe" wyjazdy.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jak Polacy obchodzą rządowe restrykcje,
  • w jakiej sytuacji są mieszkańcy Podhala,
  • jaka przyszłość może ich czekać

TVN ujawnił szczegóły, jak wygląda tegoroczny sezon na Podhalu. Większość mieszkańców tego regionu utrzymuje się z turystyki, która jest teraz w tragicznej sytuacji ze względu na trwającą pandemię koronawirusa.

TVN: Brak turystów, brak pieniędzy na Podhalu

Według TVN, wiele firm znajduje się obecnie na skraju bankructwa. Jak podaje, mieszkańcy tego regionu utrzymują się głównie z sezonu na sezon. Wśród nich jest pani Elżbieta, która od ponad 20 lat prowadzi dom wypoczynkowy w Zakopanem, który jest jej jedynym źródłem utrzymania.

- Ten dom żyje tylko wtedy, kiedy są goście. Jak ich nie ma, on wegetuje, albo wręcz umiera – mówi Elżbieta Śmierzchalska. - Ostatni turyści byli tu na początku października, czyli wtedy, gdy na nowo wchodziły obostrzenia i obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni publicznej.

Właściciele hoteli i ośrodków są zrozpaczeni, a wielu z nich grozi protestami. Inni szukają luk prawnych, które pozwolą im na przyjęcie choć kilku turystów. Popularna stała się tzw. turystyka delegacyjna, czyli wyjazdy w celach służbowych. Swoje niezadowolenie wyraził również znany muzyk z Zakopanego.

- „Oświadczam, że mój pobyt związany jest z wyjazdem służbowym”. Na ten moment to jest wystarczająca deklaracja – usłyszeli reporterzy Uwagi w recepcji jednego z zakopiańskich hoteli.

Górale w krytycznej sytuacji

W trudnej sytuacji znalazł się również pan Gerard, który jest właścicielem pięciu apartamentów pod wynajem, a dodatkowo jeździ taksówką. Co miesiąc spłaca około 10 tysięcy złotych kredytu, a ponadto utrzymuje pięcioosobową rodzinę. Brak turystów to dla niego zatem poważny problem.

- Wielu myśli, że górale śpią na pieniądzach. Owszem, w sezonie zarabiamy dobrze, ale musimy z tego utrzymać się cały rok. Utrzymać rodzinę, spłacić kredyty i opłacić pracowników. Za chwilę ludzie będą popełniać samobójstwa i umierać z głodu, do tego dojdzie – przestrzega Gerard Wolski.

Wielu właścicieli w desperacji oferuje kwatery, np. podając się za krewnego lub daleką rodzinę właścicieli. Mają nadzieję, że pozwoli im to obejść przepisy i zarobić chociaż na podstawowe wydatki. Inni nie wypytują przyjezdnych o szczegóły wyjazdów.

- Nie dziwię się ludziom, że przyjmują gości. Wszyscy sobie zdają sprawę, że wiosny możemy nie dotrwać. Nie wnikam w szczegóły. Jak ktoś mówi, że przyjeżdża służbowo, ma zaświadczenie, to nie będę go dopytywał o szczegóły. Jak miałbym to weryfikować? – zastanawia się Wolski.

Utrata sezonu zimowego odbije się również negatywnie na instruktorach narciarstwa, dla których jest to jedyna okazja do pracy. Wśród poszkodowanych jest pan Maciej, który od kilku lat uczy zorganizowane grupy amatorów.

- Nie wiem, co zrobię, jak nie będę mógł zarabiać na stoku. Wyjdę strajkować chyba, bo co innego mi zostanie. Mam dziecko, boję się o to, co dalej. Albo przeżyjemy, albo będziemy żebrać. Górali lepiej nie wkurzać. Oni do Warszawy nie pojadą z transparentami, tylko z siekierami – podkreśla Maciej Piotrowski.

Rząd zapowiedział już dokładne kontrole obiektów turystycznych oraz ogromne kary dla osób, które próbują ignorować reżim sanitarny. Za nielegalne przyjmowanie gości hotelom grozi nawet strata wsparcia tarczy antykryzysowej.

- Jeżeli rząd zabiera mi możliwość zarobkowania, to w marcu zapukają do mnie komornicy z banków, bo nie będę miał z czego zapłacić kredytów. Zastanawiam się, komu otwieramy te stoki narciarskie, skoro nie pozwalają ludziom przyjeżdżać – kończy Gerard Wolski.

Źródło: TVN

Następny artykuł