Tak na wakacjach wypoczywali kiedyś Polacy. Te kurorty w PRL-u przyciągały tłumy

Choć nie każdy to już pamięta, w czasach PRL-u polskie kurorty były w sezonie podobnie zatłoczone jak dziś. Choć rzeczywistość była bardziej szara, a oferta nie zwalała z nóg, to znane miejscowości wypoczynkowe i tak cieszyły się olbrzymim powodzeniem. Na wczasach pracowniczych czas próbowali organizować instruktorzy kulturalno-oświatowi, czyli przydzielani przez zakład pracy przewodnicy-wodzireje.
Wiele osób wspomina tamte wakacje z rozrzewnieniem. Czasy pierwszych namiotów, podróży Jelczem czy Trabantem.
Kto nie był w "Europejskiej" w Zakopanem?
Najpopularniejszą górską miejscowością w czasach PRL-u było podobnie jak dziś Zakopane. Stolica Tatr w wakacje przeżywała podobne oblężenie. Swoje domy wypoczynkowe miała tam partia, związki zawodowe i ministerstwa. Władysław Gomułka obtańcowywał podobno w Zakopanem swoją żonę Zofię w domu FWP Podhale przy Kościuszki, czyli dzisiejszym luksusowym hotelu Stamary, wyśpiewując "Starszy pan, nie wypada, I'm sorry".
Polacy chętnie spacerowali Krupówkami i bawili się w tamtejszych restauracjach. Obowiązkowym punktem była między innymi kawiarnia „Europejska”. Ten kultowy lokal jeszcze do niedawna przypomniał czasy PRLu i właśnie dlatego przyciągał tłumy turystów. Niczym w latach 70. zabawiał ich Ricardo, tamtejszy wodzirej. Dziś „Europejska” straciła niestety dawny urok.
Równie chętnie jak w obecnych czasach turyści wybierali się też na wycieczki w góry. W dobrym tonie było odwiedzić Gubałówkę i Kasprowy Wierch.
W Sopocie wypadało bywać
Polacy chętnie jeździli też nad morze, które było jednym z najpopularniejszych celów wakacyjnych podróży. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się trzy nadmorskie miejscowości: Kołobrzeg, Międzyzdroje i Sopot. Ten ostatni w latach 60-tych określany był mianem riwiery PRL-u i tłumie odwiedzali go wczasowicze.
To tam “szary” obywatel ocierał się o wielki świat. Działały liczne hotele, kasyno, na ulicach można kupić prawie wszystko. Powiew zachodu przynosił festiwal w Sopocie, który był wtedy największym wydarzeniem kultury popularnej w Polsce.
Turyści spali w sanatoriach, domach wypoczynkowych i prywatnych kwaterach, a ci bardziej prominentni zatrzymywali się w Grand Hotelu, który był wtedy synonimem luksusu.
Do Ciechocinka po "Krystynkę" i znajomości
Gdzie jeszcze się bywało? W PRL-u wyjazd do Ciechocinka na wczasy był marzeniem wielu osób. Uzdrowisko miało opinię ekskluzywnego miejsca, gdzie nie tylko dbano o zdrowie, ale przede wszystkim nawiązywano znajomości.
Wypoczywali tam kuracjusze z całego kraju szukając swojej szansy na poprawę zdrowia oraz samopoczucia, ale także namiastki bogactwa i luksusu.
Właśnie w PRL-u zasłynęła tamtejsza woda mineralna „Krystynka” , po którą ze względu na właściwości lecznicze ustawiały się kolejki. Wprawdzie w innych butelkach i z inna etykietą, ale wciąż można ją kupić, teraz także w całej Polsce.













