poszukiwania na K2fot. Facebook/Chhang Dawa Sherpa

„Nie mam nadziei, że żyją”. Trwają poszukiwania himalaistów na K2

K2 do niedawna był jedynym ośmiotysięcznikiem, który nie został zdobyty zimą. Historyczny wyczyn grupy Szerpów zaostrzył apetyty innych. Niestety, himalaizm jest ryzykownym sportem. Z każdą chwilą maleją szansę na odnalezienie trzech himalaistów, którzy postanowili zaatakować szczyt.

K2 nazywany jest przez wielu Dziką Górą. Niedawno miały tam miejsce dwa śmiertelne wypadki, w wyniku których zginęli Hiszpan i Bułgar. Na początku lutego media obiegły informacje o zaginięciu trzech kolejnych himalaistów. Niestety, szanse na odnalezienie ich żywych z każdą chwilą maleją. Nadzieje stracił już nawet syn jednego z nich.

Syn zaginionego himalaisty: „szanse są bardzo niewielkie"

Poszukiwania Islandczyka Johna Snorriego, Pakistańczyka Aliego Sadpary oraz Chilijczyka Juana Pablo Mohra nadal trwają, jednak na dzieje na odnalezienie ich żywych z każdą chwilą maleją. Ostatni kontakt z himalaistami nawiązano w piątek 5 lutego, od tego czasu ślad po nich zaginął.

Poszukiwaniom nie sprzyjają trudne warunki pogodowe, a także fakt, że cała trójka zaginęła na wysokości powyżej 8000 metrów. Zdaniem innych himalaistów szanse na znalezienie ich żywych są praktycznie zerowe. Nyn jednego z nich – Sajid Sadpara, nie wierzy już w odnalezienie swojego ojca żywego.

22-letni Sajid podjął próbę ataku szczytowego razem ze swoim ojcem i dwoma innymi mężczyznami. Musiał jednak oddzielić się od grupy na wysokości około 8200 metrów, przy tzw. szyjce butelki.

Branża turystyczna spotkała się z rządem. „Dbajmy o siebie i innych. Wybierajmy bezpieczne hoteleWicepremier zabiera głos. Chodzi o znoszenie zakazu dla hoteliCzytaj dalej

Na około 8200 metrach poczułem, że nie czuję się dobrze, brakowało mi tlenu [do tego momentu Sajid i jego ojciec wspinali się bez użycia sztucznego tlenu - przyp. red.]. Ojciec powiedział, żebym użył tlenu Johna Snorriego, ponieważ było go wystarczająco dużo. Kiedy założyłem maskę, tlen zaczął wyciekać. Nie czułem się dobrze, więc ojciec kazał mi schodzić, podczas gdy oni kontynuowali wspinaczkę – mówił Sajid w rozmowie z pakistańskimi mediami, gdy dotarł do Skardu.

Sajid zawrócił do obozu 3 (ok. 7300 m), gdzie dotarł dopiero po kilkunastu godzinach. Jego towarzysze nie mieli przy sobie telefonu satelitarnego ani krótkofalówki. 22-latek czekał na nich przez kolejnych kilka godzin, ale gdy pogoda zaczęła się pogarszać, wezwał ekipę ratunkową.

Rano połączyłem się z bazą, by powiedzieć, że nikt się nie pojawił i lider poprosił mnie, żebym schodził, bo pogoda się pogarsza. Byłem zmęczony i mogłoby to się dla mnie skończyć źle. Przekazał mi, że zamierza wysłać grupę ratunkową z bazy – kontynuował Sajid, cytowany przez National Geographic.

Myślę, że oni zdobyli szczyt. Musiało dojść do wypadku podczas zejścia, bo w nocy zaczęło mocno wiać. Byli powyżej 8000 m dwa dni. Na takiej wysokości zimą nie mam nadziei, że żyją. Szanse są bardzo niewielkie. Jeśli to będzie możliwe, będę wdzięczny za kolejną próbę poszukiwań i znalezienie ciała mojego ojca – powiedział Sadpara.

Spotkała Cię niecodzienna sytuacja na wycieczce? Prowadzisz hotel lub pensjonat i chcesz podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami lub historiami? A może chcesz skontaktować się z nami w innej sprawie związanej z turystyką? Zapraszamy do wysyłania wiadomości na adres redakcja@turysci.pl

Artykuły polecane przez redakcję Turysci.pl:

Źródło: National Geographic

Następny artykuł