hotel kontrolefot. flickr.com/ Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland/ CC BY-ND 2.0/ https://creativecommons.org/licenses/by-nd/2.0/

Zdradziła, jak wygląda kontrola policji w hotelach. Właściciela obiektu wyjawiła szczegóły. W głowie się nie mieści

Hotel jest miejscem, gdzie obecnie można spodziewać się kontroli policji. Ma to związek z rządowymi restrykcjami przeciw rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Właścicielka jednego z ośrodków zdradziła, jak wyglądają kontrole obiektów hotelarskich. Jak wynika z jej relacji, wiele raczej z tych kontroli nie wyniknie.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jak przebiegają kontrole obiektów
  • dlaczego takie kontrole są przeprowadzane
  • kto zdaniem przedsiębiorców powinien ponosić odpowiedzialność

Hotel jest miejscem, w którym obecnie przebywać mogą jedynie osoby w podróży służbowej. Obowiązek weryfikacji celu wyjazdu spoczywa na właścicielach, którzy w każdej chwili mogą spodziewać się kontroli policji.

Hotel pod kontrolą policji

Decyzją rządu hotele, pensjonaty i inne miejsca noclegowe pozostają zamknięte od 7 listopada. Jak już zdążyli jednak zapowiedzieć ministrowie, taki stan rzeczy potrwa przynajmniej do końca ferii zimowych, czyli 17 stycznia.Polacy jednak zawsze znajdą sposób na obejście zakazów, o czym pisaliśmy wcześniej.

Właścicielka jednego z hoteli, która pierwszą kontrolę policji, zdradziła w rozmowie z Wirtualną Polską, w jaki sposób przebiega taka wizyta. Jak twierdzi, trudno oczekiwać, że kontrole przyniosą konkretne rezultaty, jeśli będą wyglądać w taki sposób.

W późnych godzinach wieczornych zauważyłam, że policjant wchodzi do hotelu. Chodził w holu, rozglądał się, w końcu podszedł do recepcji. Zaczął pytać recepcjonistkę, czy mamy gości, jak te rezerwacje wyglądają. Nie poprosił, by właściciel przyszedł i z nim porozmawiał. Sama musiałam wyjść z inicjatywą – opowiada.

Funkcjonariusz prowadzący kontrolę poprosił również o wzór wypełnianego przez gości oświadczenia o podróży w celach służbowych oraz zapytał, czy na miejscu funkcjonuje basen. Jak twierdzi właścicielka, hotelarze najbardziej obawiają się łapania za słówka osób pracujących na recepcji.

Nasi pracownicy są bardzo zestresowani, bo wystarczy, że powiedzą policjantowi tylko "tak mamy gości" i nie doprecyzują, że wszelkie rezerwacje dotyczą podróży służbowych, a cały obiekt może ponieść katastrofalne konsekwencje – mówi.

Polacy wyjeżdżają na "służbowe wakacje"

Polacy w celu obejścia przepisów wyjeżdżają na wypady np. w góry, po prostu deklarując, że przyjechali "służbowo", nawet jeżeli towarzyszy im cała rodzina. Nie podoba się to wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi, który zapowiedział kontrole w hotelach w celu sprawdzenia stopnia przestrzegania restrykcji.

Inaczej (hotelarze) muszą się liczyć nie tylko z mandatami, z karami finansowymi, ale także zawieszeniem pomocy, która opiewa łącznie na kwotę ok. 40 mld zł – straszył Gowin.

Agata Wojtowicz, szefowa Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, w rozmowie z INNPoland poinformowała, że konsultowała sprawę z prawnikami. Jest ona niemal pewna, że odpowiedzialność za fałszywy wyjazd służbowy powinna ponosić osoba, która się na niego decyduje.

Hotelarz nie ma prawa ani obowiązku sprawdzać w jakim celu gość przyjechał. Gość podpisuje oświadczenie i to daje zabezpieczenie pensjonatowi czy innej placówce. To nie na hotelu spoczywa odpowiedzialność za klientów. Odpowiedzialność powinien ponieść gość, który zaplanował sobie podróż. Tak wygląda to z punktu widzenia prawa – mówi Wojtowicz.

Rząd stworzył prawo, które można obchodzić i łamać. Po co taka legislacja? Ani z koronawirusa, ani z przepisów PiS rodzinne firmy nie ugotują zupy dla swoich dzieci. Jeśli ktoś z pokojami gościnnymi ma wybór: ominę przepis i będę miał jak rodzinę nakarmić, to to zrobi. Straszne, że rząd w ogóle zmusza do podejmowania takich decyzji – dodaje.

Źródło: InnPoland

Następny artykuł