Ryanair nie chce płacić za testy pasażerówFot. unsplash.com/@matesaki

Gigantyczna burza wokół Ryanair. Poszło o testy na koronawirusa na lotniskach, padły ostre słowa

Ryanair jako jedna z najchętniej wybieranych linii lotniczych w Europie, chce mieć wpływ na to, jak wygląda branża lotnicza. Szef firmy powiedział, co myśli o szybkich testach na COVID-19 wykonywanych na lotniskach - jest im przeciwny. To wywołało burzę, ponieważ wszyscy są zgodni, że testy są potrzebne.

Ryanair musiał znacznie ograniczyć siatkę połączeń ze względu na niewielkie zainteresowanie lotami w ostatnim czasie. Na pozostałych trasach chce zabrać jak najwięcej pasażerów, by opłacało się uruchamiać maszyny. Tanie bilety trzeba zrekompensować liczbą pasażerów i dodatkowymi usługami.

Ryanair jest przeciwny wykonywaniu testów na lotniskach

Na niektórych lotniskach zaczęto wykonywać szybkie testy na COVID-19 pasażerom oczekującym na lot. Ma to zapobiegać przenoszeniu koronawirusa i zwiększać poczucie bezpieczeństwa wśród podróżnych.

Tej praktyce jest przeciwny Michael O'Leary, który uważa, że to strata czasu. Zaznaczył jednak, iż nie jest przeciwny testom wykonywanym wcześniej przez samych pasażerów. Nalega, by inaczej zorganizować odprawę i nie marnować czasu przed odlotem.

Testowanie na lotnisku ma miejsce zbyt późno i zajmuje zbyt dużo czasu. Generalnie wspieramy testy na koronawirusa przed odlotem, ale uważamy, że powinny być realizowane poza lotniskiem – na 72 albo 36 godzin przed startem naszego lotu – powiedział szef Ryanaira, cytowany przez portal fly4free.

Testy na koszt pasażera

Michael O'Leary chciałby także zrzucić koszty wykonywania testów na pasażerów. W tej chwili to przewoźnik musi zakupić zestawy do ich przeprowadzania. Jeśli każdy przychodziłby z gotowymi wynikami, wówczas szef Ryanaira pozbyłby się problemu.

Wielka Brytania skłania się ku wprowadzeniu obowiązku przeprowadzania testów na wszystkich portach lotniczych. Jako pierwsza zdecydowała się na to Lufthansa na lotnisku w Monachium. Niemiecka linia lotnicza wprowadziła testy na dwóch lotach dziennie, na trasie ze stolicy Bawarii do Hamburga.

Pasażerowie są zobowiązani do pojawienia się o godzinę wcześniej na lotnisku, gdzie są wykonywane testy przed odprawą. Wyniki są dostępne już po 20-30 minutach. Jak podaje “Rzeczpospolita”, tylko negatywny wynik testu może aktywować kartę pokładową.

Wynik może pojawić się za późno

Ludzie powinni pojawiać się na lotniskach już z negatywnymi wynikami testów. Tylko w ten sposób będziemy w stanie latać po Europie z poczuciem, że podróżujemy bezpiecznie. Teraz latamy w patchworku najróżniejszych przepisów dotyczących kwarantanny – twierdzi O’Leary, którego cytuje portal Fly4free.

Rozwiązanie proponowane przez szefa Ryanaira jest jak najbardziej słuszne, jednak trzeba zaznaczyć, że pasażerowie nie chcą ponosić dodatkowych kosztów, a testy na lotnisku są po prostu wygodniejsze. Przewoźnik będzie naciskał na zmiany również z tego powodu, iż jego samoloty zatrzymują się na mniej niż godzinę i lecą dalej. Każde opóźnienie spowodowane oczekiwaniem na wyniki testu może zepsuć całą siatkę połączeń.

Problemem, na który zwrócił uwagę O'Leary jest również to, że pasażer może się dowiedzieć o infekcji tuż przed samym lotem. Nie będzie mógł wejść na pokład, a na zmianę rezerwacji może być za późno.

Źródło: Fly4free

Następny artykuł