PRL Ferie

fot. twitter/ @lata8290

W czasach PRL-u ferie spędzano inaczej niż dziś. Mało kto pamięta słynne żbiki, aż się łezka w oku kręci

27 Grudnia 2020

Autor tekstu:

Ania Radke

Udostępnij:

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jakie rozrywki miały dzieci w PRL

  • o jakich butach marzył każdy niezależnie od wieku

  • po co były dziury w butach

PRL był trudnym okresem w dziejach Polski, jednak ludzie starali się stawić czoło szarej rzeczywistości. Gdy spadał pierwszy śnieg, dzieci oddawały się zimowym zabawom, które obecnie mogą brzmieć dla niektórych niewiarygodnie, a wtedy były zupełnie normalne.

Ferie w PRL wyglądały inaczej niż teraz

Rodzice mogli wysyłać swoje dzieci na zimowiska organizowane przez zakłady pracy. Miały one swoje stałe miejscówki, gdzie zbudowane były zakładowe ośrodki wypoczynkowe. Nie wszystko się jednak zmieniło - podobnie jak dzisiaj, zimą królowały Wisła, Szczyrk, Ustroń, Nowy Targ, Zakopane i Karpacz. W innym naszym artykule pisaliśmy o tym, jak w tym czasie spędzano kempingi.

Dzieci dojeżdżały na miejsce pociągiem z opiekunami, a ich rodzice nie obawiali się, czy są one odpowiednio zaopiekowane. Uczestnicy zimowisk całe dnie spędzali na zabawie na śniegu, a noce w wieloosobowych salach na pryczach.

W latach 70 prawdziwym hitem na zimę był ortalion. Rodzice ustawiali się w długich kolejkach, aby zaopatrzyć swoje dzieci w gogle Tatry, na nogi wiązane buty Fabos oraz ciepłe, jednoczęściowe kombinezony, które w momencie wyjścia do toalety były mało praktycznym rozwiązaniem.

Prawdziwym obiektem pożądania były jednak śniegowce Relaks. Wykonane były z połyskliwego ortalionu, na grubej podeszwie z plastiku, były praktycznie niezniszczalne. Od lat 50. produkowały je Nowotarskie Zakłady Przemysłu Skórzanego „Podhale" i marzył o nich każdy - od dzieci po dorosłych.

Prawdziwą furorę robiły również „żbiki". Było to nic innego jak drewniany, zielonkawy sprzęt ze skórzanymi wiązaniami, koniecznie z logo Polsportu. Wiele osób do dzisiaj z łezką w oku wspomina swoje pierwsze "ślizgacze".

Niektóre dzieci spędzały ferie w rodzinnym mieście, ale nawet wtedy nie było mowy o nudzie. Rozrywkę zapewniały między innymi koleżanki i koledzy z osiedla, z którymi można było organizować zjazdy z górek na jabłuszkach i właściwie na wszystkim, na czym się dało: od starej opony po pokrywkę od "Frani".

Zimowym hitem były również ostrza na kluczyk marki Junak. Należało przyczepić je do butów ze specjalną dziurą w obcasie. Wiele dzieci marzyło jednak o bardziej nowoczesnym sprzęcie marki Polsport lub Fabos, ponieważ wypożyczalnie nie były wówczas zbyt powszechne.

Podczas ferii w okresie PRL każdy kombinował jak mógł, aby uczynić szarą rzeczywistość bardziej kolorową. Dzieci często rozwożone były również do dziadków na wsi czy wujostwa nad morzem, bo przecież należało się wspierać. Dzisiaj właściciele hoteli dwoją się i troją, aby ktoś przyjechał do nich na ferie.

Spotkała Cię niecodzienna sytuacja na wycieczce? Prowadzisz hotel lub pensjonat i chcesz podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami lub historiami? A może chcesz skontaktować się z nami w innej sprawie związanej z turystyką? Zapraszamy do wysyłania wiadomości na adres redakcja@turysci.pl

Źródło: WP