lot oszczędności linii lotniczychFot. Pixabay.com/Omar Prestwich

Linie lotnicze robią wszystko, żeby na nas zarobić. Uważaj na 4 triki, na które wielu daje się nabrać

Lot samolotem kiedyś był wyznacznikiem luksusu i wygody, dzisiaj jednak wygląda to zupełnie inaczej. Tanie linie dają nowe możliwości, bezustannie jednak chcą też na nas zarabiać. Wielu pasażerów daje się nabrać.

Lot samolotem dziś traktowany jest niczym przejazd autobusem czy innym środkiem transportu. Nie jest niczym wyjątkowym, a decydując się na tanie linie lotnicze, nie wiąże się też z gigantycznymi kosztami. Przewoźnicy jednak bezustannie chcą zarabiać na swoich pasażerach, a robią to często w wyjątkowo nieprzyjemny sposób. Stosują triki, na które wielu daje się nabrać, co odbija się na podróżniczym budżecie.

Tani lot za wysoką cenę

Pierwszym trikiem, który stosują niemalże wszystkie tanie linie lotnicze, jest podawanie atrakcyjnych cen biletów, w które wliczony jest jedynie niewielki bagaż podręczny. To obecnie powszechna praktyka, na którą niestety nabiera się wielu pasażerów. Kupujemy tani przelot, cieszymy się z okazji, a potem na jaw wychodzi, że za wzięcie większej walizki musimy dopłacić kwotę często wyższą, niż daliśmy za bilet.

Drugą praktyką, która swego czasu spotkała się z ogromnym oburzeniem wśród pasażerów Ryanaira, to rozsadzanie pasażerów z jednej rezerwacji. Nawet w PKP, kupując dwa bilety naraz, możemy się spodziewać, że będą na fotele obok siebie lub w najbliższym sąsiedztwie. Tanie linie natomiast wyznaczają miejsca często po dwóch różnych stronach samolotu, co dla wielu jest bardzo nieprzyjemne. Aby siedzieć z ukochanym czy znajomymi, trzeba znów dopłacić i wielu się na to decyduje, dzięki czemu przewoźnik się wzbogaca.

Trzecia praktyka zdaniem wielu jest najbardziej irytująca. Polega na wprowadzaniu opłat za usługi, które do tej pory były bezpłatne. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do darmowego wnoszenia walizek na pokład, dlatego nagła potrzeba płacenia za to jest niezwykle irytująca. Wielu mimo wszystko ją wykupuje - z przyzwyczajenia, bo latali taką metodą przez lata i chcą nadal.

Ostatnia metoda dotyczy raczej tanich przewoźników z USA, ale zdaniem wielu można się spodziewać, że dotrze również do Europy. Liczne linie praktykują tam zasadę, zgodnie z którą pasażerowie z najtańszymi biletami, wchodzą ostatni na pokład. Zmuszani są w ten sposób do przeciskania się na swoje miejsca czy problemami ze znalezieniem przestrzeni na bagaż. Oprócz tego mają też najgorszą i najbardziej nieprzyjemną "karę za oszczędność" - nieprzychylny wzrok z politowaniem innych pasażerów.

Źródło: Fly4free

Następny artykuł