turystyka trzęsaczpixabay.com/magnepka

Ruiny nad Bałtykiem skrywają niezwykłą historię. Sam władca mórz miał dokonać tam zemsty na mieszkańcach

Turystyka i wyjazdy to bardzo ciekawy sposób na spędzanie wolnego czasu. Jeżdżąc w różne ciekawe miejsca, możemy dowiedzieć się wiele o jego historii. Nie inaczej jest w nadmorskim Trzęsaczu.

Turystyka to dla nas bardzo często odpoczywanie na plaży i podróże wakacyjne. Są jednak takie miejsca, gdzie warto jechać, by odkrywać jego historię i na własne oczy przekonać się, czy to, co mówi się o danym miejscu, jest rzeczywiście prawdą. W ruinach gotyckiego kościoła w Trzęsaczu kryje się niezwykła historia.

Trzęsacz to polska miejscowość turystyczna, leżąca w gminie Rewal w województwie zachodniopomorskim. Jedną z jej największych walorów turystycznych jest niewątpliwie wysoki brzeg klifowy. Do Trzęsacza przybywają chętnie miłośnicy wakacyjnego odpoczynku, ale także lotów na paralotni, którzy mają tu znakomite warunki do uprawiania tego sportu.

Miejscowość ta ciekawa jest także z jeszcze jednego powodu. Niedaleko wybrzeża klifowego na skarpie znajdują się ruiny XIV/XV wiecznego kościoła. Jeszcze sto lat temu kościół można było oglądać w całej okazałości. Dziś pozostała po nim zaledwie jedna ściana, która najprawdopodobniej z biegiem lat także zniknie z powierzchni ziemi.

Nadmorska turystyka. Legenda o ruinach kościoła w Trzęsaczu

Pozostałości po starej świątyni to tak naprawdę ruiny kościoła pod wezwaniem św. Mikołaja. Wybudowany na przełomie XIV/XV obiekt był trzecim kościołem, który powstał w tej miejscowości. Na początku istnienia światynię od morza dzieliło 50 metrów, a w roku 1806 już tylko 15 metrów.

Kościół zamknięto w 1874 roku. Na początku XX wieku w wyniku podmywania się klifu obiekt zaczął się rozpadać. Najpierw nastąpiły pierwsze osunięcia, a potem runęła cała ściana. Przez następne lata morze zabierało kolejne fragmenty budowli. Ostatnie osunięcie miało miejsce w 1994 roku. Od tego czasu z kościoła pozostała zaledwie jedna ściana.

Według legendy za stałe pogarszanie się stanu obiektu odpowiedzialny jest władca mórz Pluskon, który ma mścić się na mieszkańcach okolicznej miejscowości. Ma to związek z historią pewnej Zielenicy, jak nazywane w dawnych czasach piękne syreny, które zamiast nóg miały rybi ogon. Gdy do wioski przybyli pierwsi chrześcijanie, którzy przyjęli sobie za zadanie nawrócenie pogańskich mieszkańców, jedna z Zielenic została porwana i umieszczona w nowo wybudowanej świątyni. Na rozkaz tamtejszego księdza Zielenica została zmuszona do przyjęcia wiary chrześcijańskiej, a potem pozostawiona na noc w kościele na klifie. Z tęsknoty za morzem Zielenica zmarła.

Gdy o całej sytuacji dowiedział się władca mórz Pluskon rozkazał wodzie tak długo bić falami w ściany kościoła, aż ten zostanie całkowicie zniszczony. I tak przez lata Bałtyk podmywa klif i powoli zabiera ze sobą poszczególne fragmenty świątyni. Według miejscowych wierzeń morze będzie robić to aż do momentu całkowitego unicestwienia obiektu.

Następny artykuł