Polak pojechał śladami ukraińskich emigrantówfot. biblioteka prywatna turysci.pl

Polak wybrał się szlakiem ukraińskich emigrantów. Opowiedział, co działo się na granicy

Polak, który na co dzień pracuje w warszawskiej korporacji, wybrał się w podróż śladami ukraińskich emigrantów. Chciał sprawdzić, jaką drogę przechodzą mieszkańcy Ukrainy, którzy pracują w Polsce. Nie spodziewał się, że tak go poruszy ta podróż.

Polak zdecydował się na podróż śladami ukraińskich emigrantów. Pan Grzegorz chciał doświadczyć warunków, w jakich podróżują mieszkańcy Ukrainy, którzy pracują w Polsce. Myślał, że nic go nie zaskoczy. A jednak. To, co zobaczył na granicy przeszło jego wszelkie wyobrażenia. Specjalnie dla redakcji turyści.pl opowiedział całą historię.

Kijów

Kijów, fot. pixabay/ LNLNLN, pixabay license

Polak wybrał się śladami ukraińskich emigrantów

Pan Grzegorz jest pracownikiem warszawskiej korporacji, a swój wolny czas w całości przeznacza na podróże. Jak sam o sobie mówi, nie jest zawodowym podróżnikiem. Robi to wszystko z pasji i chęci poznania świata.

Kilka miesięcy temu Polak zdecydował się wybrać w podróż śladami ukraińskich emigrantów.

- Słyszałem wiele historii o autobusach, którymi podróżują mieszkańcy Ukrainy w Polsce. Wiedziałem, że wiele z nich to tylko legendy i powielanie pewnych stereotypów. Nie wytrzymałem, musiałem na własnej skórze obalić te wszystkie krzywdzące mity - powiedział nam Pan Grzegorz.

Pan Grzegorz swoją podróż rozpoczął na Dworcu Zachodnim w Warszawie.

- Kupiłem najtańszy bilet na autobus relacji Warszawa-Kijów. Podróż miała trwać ok. 20 h. Gdy wszedłem do autobusu, to bez żadnej refleksji zapytałem o toaletę. Nie widziałem nic złego w tym pytaniu, ale kierowca spojrzał się na mnie bardzo krzywo. Wreszcie odpowiedział, że jest nieczynna. Wtedy już wiedziałem, że podróż nie będzie tak komfortowa, jak mi się wydawało - relacjonuje Polak.

Kijów

Kijów, fot. pixabay/Adrian34, pixabay license

Z relacji Pana Grzegorza wynika, że brak toalety na tak długiej trasie, to był dopiero wierzchołek. Prawdziwa katorga zaczęła się na przejściu granicznym.

- Przed wyjazdem znajomi ostrzegali mnie, żebym nastawił się na kilkugodzinne oczekiwanie na granicy. Samo oczekiwanie nie było najgorsze. Była możliwość skorzystania z toalety, wyjście na papierosa, nowe znajomości. Naprawdę super to wspominam. Sam Kijów również mnie urzekł. Niestety najbardziej zasmuciło mnie to, co zobaczyłem podczas powrotu. Przy kontroli granicznej nie mogłem patrzeć na to, w jaki sposób straż graniczna traktuje i magluje ukraińskich obywateli. Serce się krajało, jak słyszałem te wszystkie pytania. Ja wiem, że takie są procedury, ale najbardziej dotknęło mnie pytanie strażnika do starszej kobiety, która chciała wjechać na teren Polski jedynie na jeden dzień. Staruszka chciała zrobić zakupy. Gdy poinformowała strażnika o swoich planach, to ten w prześmiewczy sposób kazał staruszce wymienić artykuły, które chce kupić. Wspomniała o czekoladzie dla wnucząt. Wyjątkowo mnie to dotknęło - opowiada Pan Grzegorz.

Mimo że Polak dobrze wspomina swoją wyprawę na Ukrainę, to wielokrotnie powtarzał o skandalicznym zachowaniu strażników na przejściu granicznym.

-Mnie przepuścili bez żadnej kontroli, bo pokazałem polski paszport. W moich oczach, wielu strażników czerpało satysfakcję ze szczegółowej kontroli, która momentami była bezpodstawna i naprawdę uwłaczającą dla godności człowieka. Chyba, że takie są procedury. Jeśli tak, to jest to bardzo przykre - podsumował Pan Grzegorz.

Spotkała Cię niecodzienna sytuacja na wycieczce? Prowadzisz hotel lub pensjonat i chcesz podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami lub historiami? A może chcesz skontaktować się z nami w innej sprawie związanej z turystyką? Zapraszamy do wysyłania wiadomości na adres redakcja@turysci.pl

Następny artykuł