Pasażer pobił ważny rekord.Fot. Flickr.com/Janusz Jakubowski/CC BY-SA 2.0/https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0 (zdjęcie ilustracyjne)

Sceny w PKP, jakich jeszcze nie było. Przejechał 4331 kilometrów w weekend

Pasażer polskich kolei stwierdził, że w jeden weekend pobije niecodzienny rekord. Takich klientów PKP nie miały od lat. Przykład tego turysty pokazuje, że nie trzeba brać kilkutygodniowego urlopu, aby zwiedzić cały kraj.

Pasażer PKP stwierdził, że w weekend przejedzie Polskę wzdłuż i wszerz. Jak pomyślał, tak też zrobił. Pokonał łącznie 4331 kilometrów i to wyłącznie na jednym bilecie. Co więcej, już planuje kolejną trasę, która ma być o wiele bardziej “hardcorowa” od poprzedniej.

Pasażer bardzo weekendowy

Niecodziennego wyczynu dokonał Mateusz Mahamid, który prywatnie jest zapalonym miłośnikiem kolei. Zainspirowany innymi entuzjastami “podróży w przedziałach” postanowił pobić dotychczasowy rekord i przejechać więcej niż 4298 kilometrów wyłącznie w 3 dni. Wyruszył w piątek, 17 lipca z Tczewa. Tam też niecodzienny pasażer wsiadł w wieczorny pociąg do Warszawy (TLK Karpaty).

Jego trasę przybliża redakcja Polsat News. O 22:45 Mateusz zameldował się na warszawskim Dworcu Centralnym, poczekał godzinę i wsiadł do IC Karkonosze. We Wrocławiu pojawił się już w sobotę o 5:23, ale nie zabawił na Dolnym Śląsku długo, ponieważ już 20 minut później zajął miejsce w TLK Barnim, który kursuje do Szczecina. O 10:49 pasażer pojawił się w stolicy Zachodniego Pomorza, aby 8 minut później w składzie TLK Latarnik wrócić do Warszawy.

Pasażer z Tczewa o opóźnieniach PKP

Z Warszawy weekendowy pasażer kursem IC Chopin udał się do Krakowa (w Małopolsce o 21:55), aby o 22:12 pojechać do Bydgoszczy (TLK Bursztyn). W tym momencie małe niedopatrzenie mogło go kosztować porzucenie marzeń o pobiciu rekordu, ale ostatecznie się udało. O 4:24 Mateusz wsiadł do TLK Witos, wrócił do Warszawy i kwadrans przed 9:00 ruszył do Sosnowca (IC Batory). Następnie IC Silesia ponownie do Warszawy, TLK Lubomirski do Bochni i TLK Malinowski do Krakowa. W nocy z niedzieli na poniedziałek w składzie TLK Ustronie wrócił do Gdańska. Rekordzista jeszcze nie zdradził, jaki będzie, jak to sam określa, “hardcorowy” wariant następnej trasy, ale przyznaje, że czeka na następnych śmiałków, aby mieć motywację do kolejnego wyjazdu. Odniósł się również do mitycznych wręcz opóźnień PKP.

- Pociąg do Bydgoszczy jechał o godzinie 22:12, a ja o tym zapomniałem i myślałem, że o 22:22. Wróciłem na dworzec i tego pociągu na tablicy nie było. Myślałem, że odjechał, ale okazało się, że nie, bo czekał na inny pociąg z Zakopanego i udało się. Pojechaliśmy z 20-minutowym opóźnieniem - pisał na Facebooku pasażer z niecodziennym rekordem na koncie.

Jeżeli chcielibyście podzielić się historią ze swoich wakacji, rachunkiem z turystycznego miejsca, bulwersującą lub interesującą sytuacją, która Was spotkała lub której byliście świadkami podczas urlopu, zapraszamy do wysyłania wiadomości na adres: redakcja@turysci.pl.

Źródło: Polsat News

Następny artykuł