Nagranie z Australii przedstawia UFO?Fot. Twitter.com/ laurencecashin

Spojrzeli w niebo, zobaczyli kulę ognia. Nagranie trafiło do sieci, niewiarygodne

Nagranie niecodziennego zdarzenia obiegło sieć. Tajemnicza kula ognia stała się hitem internetu. Eksperci podają, że nie było to zjawisko naturalne. Pojawili się też zwolennicy teorii spiskowych.

Nagranie z Australii zadziwiło internautów. W ostatni weekend mieszkańcy południowych stanów tego kraju byli świadkami, jak ogromna, a na dodatek płonąca kula zmierza w kierunku Ziemi. Nagranie z miejsca zdarzenia obiegło internet i wywołało niemałą dyskusję. Czyżby był to ostateczny dowód na życie pozaziemskie?

Niezwykła anomalia pogodowa w polskich Tatrach. Turyści nie mogą uwierzyćNiezwykła anomalia pogodowa w polskich Tatrach. Turyści nie mogą uwierzyćCzytaj dalej

Nagranie pożywką dla teorii spiskowych

Ku zawodowi wielu zwolenników teorii spiskowych, nagranie z południowej Australii nie przedstawia statku kosmicznego. Światełkiem nadziei może być polski Emilcin, w którym znajduje się pomnik poświęcony niewyjaśnionym jak dotąd zdarzeniom z maja 1978 roku, jednak w przypadek z Australii na pewno nie są zamieszani kosmici. Początkowo sądzono, że nagranie przedstawia po prostu kometę, jednak eksperci stanowczo zaprzeczają.

Jak podaje redakcja brytyjskiego The Sun, nagranie z Australii przedstawia spalające się szczątki rosyjskiej rakiety. Według doniesień ekspertów kula była za wolna, aby być meteorytem, chociaż i tak szacowana prędkość obiektu robi wrażenie. Okazuje się, że satelita spadała z prędkością 13 tys. mil na godzinę, czyli trochę ponad 20921 km/h. Taki scenariusz potwierdzają również ostatnie poczynania rosyjskich służb i agencji Roscosmos. Dokładnie 22 maja Rosjanie wystrzelili satelitę (o nazwie Soyuz), która miała być częścią orbitalnego systemu ostrzegania. Jej pozostałości były widoczne także przez mieszkańców Kazachstanu i Syberii. Szczątki spalały się dopiero w atmosferze i dlatego udało się uchwycić moment spadania obiektu.

Nagranie z kosmosu

"UFO nad Australią", albo "Rząd mówi, że to szczątki, ale my wiemy lepiej" – takie głosy pojawiają się w dyskusji o nagraniu spadającej satelity. Wierząc statystykom, gdyby każdy fan teorii spiskowych miał doszukiwać się w kosmicznych gruzach UFO, domysłom nie byłoby końca. Spadająca kula, którą dr Jonti Horner z Uniwersytetu Południowego Queensland rozpoznał jako satelitę, nie jest odosobnionym przypadkiem. NASA szacuje, że obecnie na orbicie znajduje się ok. 500 tys. podobnych szczątek.

Dzisiaj grzeje: 1. Skandal w Międzyzdrojach, wszystko przez jednego turystę. Karygodne
2. Media huczą o maseczkach, więc nikt nie zwrócił uwagi. Rząd cichcem wprowadza zmiany obostrzeń w sklepach

- W najgorszym przypadku [kraje] wysyłają tysiące satelit, następnie bankrutują i nie można ich sprowadzić na Ziemię. W efekcie mamy tysiące maszyn, których nie ma jak wykorzystać. Tak rodzi się syndrom Kesslera [maszyny zderzają się ze sobą, powstają kolejne szczątki i nowe satelity są narażone na kolizję już w początkowych fazach lotu – przyp. red.] – mówił rok temu w wywiadzie dla Scientific American Dr Stijn Lemmens z Europejskiej Agencji Kosmicznej.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Mama zajrzała do buzi 11-tygodniowego synka i pobladła. Natychmiast zabrała go do szpitala, ale nawet lekarze byli bezradni
  2. W straszny sposób zabił psa i kota. Dostał najwyższy wyrok w Polsce za znęcanie się nad zwierzętami
  3. Tysiące Polaków mogą poczuć ogromne rozczarowanie. Chodzi o Boże Ciało
  4. Pandemia uderzyła, tysiące zachorowań i zmarłych. Nowy kraj na drugim miejscu najbardziej poszkodowanych na świecie
  5. Najpiękniejsza pilot na świecie? Podbija serca internautów
  6. Andrzej Gołota wróci do ringu? Pojawiły się sensacyjne wiadomości, miałby walczyć z legendą światowego sportu

Źródło: The Sun

Następny artykuł