Karpacz przygotowuje się do sezonu narciarskiegoFot. wikimedia.commons/ Joerg "Jurek" Meinert/ GNU Free Documentation License

Wielki strach w Karpaczu. Mówią szczerze, chodzi o decyzję rządu przed feriami zimowymi

Karpacz jest jedną z najpopularniejszych górskich miejscowości, do której turyści przyjeżdżają przez cały rok. W związku ze zbliżającym się sezonem zimowym, przedsiębiorcy obawiają się niesprzyjających decyzji rządu. Pojawiły się pogłoski, że może zostać wydany zakaz dla wyciągów narciarskich, a to miałoby katastrofalne skutki dla całej branży.

Karpacz jest ważnym ośrodkiem narciarskim, do którego co roku zjeżdżają prawdziwe tłumy. Najbliższy sezon stanął jednak pod znakiem zapytania, za sprawą restrykcji wprowadzanych przez rząd w związku z epidemią.

Wielu przedsiębiorców rozpoczęło przygotowania do sezonu narciarskiego tak, jak co roku. Stoki zaczynają się robić białe, obiekty noclegowe zamieszczają ogłoszenia, w wypożyczalniach czyści się sprzęt.

Nie ma jednak pewności, że turyści będą mogli przyjechać i skorzystać z całej infrastruktury. Rząd nadal nie podjął decyzji, jakie warunki będą musiały być spełnione, aby wyciągi narciarskie zaczęły działać. Nieoficjalne informacje przeraziły przedsiębiorców.

Kilka dni temu RMF dotarło do wiadomości na temat warunków pozwolenia na działanie stoków narciarskich. Podobno będzie to możliwe, gdy liczba nowych infekcji w ciągu doby spadnie poniżej 10 tys. Właściciele wyciągów szybko obliczyli, że to niemal niemożliwe do zrealizowania, lecz nie poddają się.

- Fabryka śniegu ruszyła 10 listopada. Zbroimy się na zimę, ale boimy się, że rząd nas zaskoczy i nie będziemy mogli działać - powiedział cytowany przez portal Money, Grzegorz Głód z Winterpolu, spółki zarządzającej stokami i wyciągami w Karpaczu i Zieleńcu.

Od 9 dni fabryka śniegu w Karpaczu pracuje niemal bez przerwy. W pobliżu stoków wyrosły już góry białego puchu, który zostanie wykorzystany do położenia pierwszej warstwy bazowej. Później zostaną uruchomione armatki, które wspierają naturalne opady.

- W weekend temperatura ma spaść do -2 stopni i to wystarczy, by odpalić wszystkie armatki śnieżne. Jeśli pogoda będzie łaskawa, to w 5-7 dni możemy naśnieżyć stoki w Zieleńcu i Karpaczu. Jesteśmy jednak zdruzgotani niepewnością. Jeszcze nie wiemy, czy nie obejmą nas obostrzenia - mówił Grzegorz Głód w rozmowie z portalem Money.

Przedsiębiorcy już szykują się do sezonu, ponieważ na razie nie pojawiły się żadne zakazy. Obiekty noclegowe pozostają zamknięte do 29 listopada i wszyscy liczą na to, że nakaz nie zostanie przedłużony na kolejne tygodnie. Turyści z niecierpliwością czekają na możliwość wyjazdu.

- Zbliża się zima i procedury bezpieczeństwa na stacjach narciarskich będą jedną z fundamentalnych rzeczy dla Polaków. Na stoku mamy zachowany wielometrowy dystans społeczny, a z maseczkami to powinno być tym bardziej bezpieczne - mówił w programie "Money. To się liczy" Andrzej Gut-Mostowy, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Słowa wiceministra niczego nie wyjaśniają, lecz wiele osób ma nadzieję, że uda im się zarobić i przetrwać zimę. Przedsiębiorcy muszą się przygotować już teraz na start sezonu, ryzykując utratę środków. Stowarzyszenie Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych już w październiku wysłało do do departamentu turystyki Ministerstwa Rozwoju swoje propozycje dotyczące zasad bezpieczeństwa na stokach, jednak konsultacje nadal trwają.

Źródło: money.pl

Następny artykuł