zwiedzanieFot. upload.wikimedia.org/Łukasz Śmigasiewicz

Jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc w Polsce. Historia wywołuje ciarki

Zwiedzanie zamku, w którym straszy duch z dawnych czasów, ma swój niepowtarzalny urok. Dreszcz emocji uatrakcyjnia wycieczkę i sprawia, że zapamiętamy ją na dłużej. W Polsce znajduje się wiele takich miejsc, lecz niektóre z nich są szczególnie fascynujące.

Zwiedzanie miejsc, gdzie można spotkać zjawę, jest bardzo popularne wśród turystów. Niektóre zamki opierają swoją strategię reklamową właśnie o historię dawnych mieszkańców, których można spotkać nawet po śmierci. Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, na Szlaku Orlich Gniazd, stoi zamek Ogrodzieniec, na dziedzińcu którego straszy wyjątkowo przerażająca postać.

Mury zamku wzniesiono na szczycie Góry Zamkowej, będącej najwyższym punktem Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej (515,5 m n.p.m.) Pierwsze umocnienia powstały tam jeszcze za czasów króla Bolesława Krzywoustego, lecz zostały zrównane z ziemią podczas najazdu Tatarów. W XIV wieku ród rycerski Włodków Sulimczyków wzniósł w tym samym miejscu gotycki zamek- warownię. Świetna lokalizacja zapewniała osłonę wysokich skał, a do środka można było wejść tylko z jednej strony, przeciskając się między skałami.

Przez kolejne dziesięciolecia Ogrodzieniec przechodził z rąk do rąk. Był sprzedawany, dziedziczony i oddawany w ramach spłaty długu. Szybko zmieniający się właściciele nie przywiązywali dużej uwagi do modernizacji budowli. W końcu w 1530 roku rozpoczęła się budowa renesansowego zamku w miejscu średniowiecznej warowni, za sprawą Seweryna Bonera, do którego wówczas należał. Po latach spokoju najazd szwedów, którzy stacjonowali tam prawie 2 lata, zniszczył znaczną część murów. kolejnym właścicielem został kasztelan krakowski, Stanisłam Warszycki. Naprawił znaczną część murów, jednak nie zapisał się w historii zamku jako dobry gospodarz.

Zwiedzanie z duchem

Warszycki rozbudowywał zamki, budował mury wokół wsi, wprowadzał różne usprawnienia w swoich włościach, lecz poddani go nie lubili. Zasłynął ze swojego okrucieństwa nie tylko wobec służby, ale też swoich żon. Legenda mówi, jedną z nich zamurował żywcem w ścianie za niewierność, by później wysadzić tę część zamku. Inną publicznie chłostał. Nawet wobec córki nie okazał dobrego serca. Obiecał Barbarze znaczną część swych włości jako posag, jednak później nie otrzymała od niego nawet jednej wsi. Stanisław Warszycki był chciwy i nie zamierzał dzielić się swoim bogactwem z nikim.

W historii Ogrodzieńca pojawiło się jeszcze wielu kolejnych właścicieli, którzydopuścili do tego, by popadł w ruinę. Duch Stanisława Warszyckiego nie chce opuścić zamkowych murów i stale nawiedza swoją posiadłość. Na dziedzińcu, gdzie za życia torturował swych poddanych, biega czarny pies. W czasie księżycowych można zobaczyć wielkiego czarnego psa, z szyi którego wisi łańcuch ciągnący się po kamieniach budowli. W jego oczach płonie ogień, łańcuch dźwięczy złowrogo. Stwór broni dostępu do swoich kosztowności, o które tak dbał za życia.

Zamek na Górze Zamkowej był scenerią m.in. w serialu "Janosik", adaptacji dzieła Aleksandra Fredry "Zemsta" i teledysku zespołu Iron Maiden, Ostatnio realizowano tam sceny Bitwy pod Sodden do serialu o Wiedźminie.

Źródło: Wirtualna Polska

Następny artykuł