wydarzenia z PomorzaFot. unsplash.com/@sonika_agarwal

Nie żyje. Cała tajemnica wyszła na jaw. Tragedia, która łapie za serce z najbardziej turystycznego regionu w Polsce

Wydarzenia z jednego z najpopularniejszych regionów turystycznych niepokoiły całą Polskę. Wszyscy śledzili sprawę zaginięcia młodej kobiety, która wyszła nocą na dwór i już nie wróciła. Szczegóły wyciskają łzy z oczu.

Wydarzenia z województwa pomorskiego niemal dobiegły już końca. Wszyscy chcieli wiedzieć, co się stało z kobietą, której zaginięcie zgłoszono w niedzielę 18 października. Jagna Gajewska wyszła w nocy z domu w Rokitkach (niedaleko Tczewa) i słuch po niej zaginął. Z samego rana rodzina zawiadomiła policję i rozpoczęły się poszukiwania 36-latki.

Wydarzenia wstrząsnęły okolicą

Pomorska policja od samego początku informowała, że życie zaginionej może być zagrożone. Kobieta wyszła ubrana jedynie w dwuczęściową piżamę i chustkę na głowie. To bardzo zaniepokoiło rodzinę, która odchodziła od zmysłów.

Do poszukiwań zaangażowano nie tylko policję, ale też strażaków i mieszkańców. Korzystano z pomocy psów, dronów i quadów, lecz nigdzie nie było śladu kobiety. W poniedziałek ok. południa, zaledwie kilkaset metrów od domu, znaleziono ciało. Na polu leżała Jagna, a jej ciało było pokryte ranami ciętymi. W pobliżu znaleziono także nóż.

Czy możemy czuć się bezpiecznie, czy w okolicy grasuje morderca?

Wiele osób chciałoby znać odpowiedź na to pytanie. Na razie nie ma jeszcze potwierdzenia dla przypuszczeń śledczych, jednak ci są zdania, że kobieta popełniła samobójstwo. Chociaż wykluczono udział osób trzecich, trzeba poczekać na wyniki sekcji, która potwierdzi lub wykluczy możliwość zadania sobie ciosów przez zmarłą.

- Mamy już wstępną opinię po przeprowadzeniu sekcji zwłok kobiety. Wynika z niej, że na ciele 36-latki znajdowały się liczne, płytkie rany. Ujawniono je na nadgarstkach, na lewej piersi - jedna głębsza; drobne i większe, cięte na szyi - jedna z nich mogła doprowadzić do śmierci kobiety. Ze wstępnych ustaleń wynika, że rany zostały zadane ręką własną - poinformowała w rozmowie z Faktem Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Jagna Gajewska miała męża i 8-letniego syna Mariusza. Prokuratura postara się ustalić, co było przyczyną samobójstwa, jeśli zostanie ono potwierdzone. Znajomi chyba znają już odpowiedź i podzielili się z mediami istotną informacją. Kobieta była ciężko chora i chociaż poddawała się leczeniu, musiała czuć ogromny żal w związku ze swoim losem.

Choroba mogła przyczynić się do targnięcia się na własne życie

- Jagna od pewnego czasu zmagała się z chorobą nowotworową. W dniu zaginięcia miała zgłosić się do szpitala na kolejną chemię. Stąd ta chusteczka na głowie. Jesteśmy wstrząśnięci, nie możemy uwierzyć w to co się stało - powiedziała Faktowi znajoma Jagny.

Znajomi kobiety żegnają ją za pośrednictwem mediów społecznościowych. Napisano wiele ciepłych słów o zmarłej koleżance, wiele osób nie może pogodzić się z jej odejściem.

- Jagusia! Dzięki Tobie polubiłam Mroza, a Ty dzięki mnie Lackberg. Dziękuję Ci za wszystkie nasze rozmowy i śmiechy. Żegnaj Kochana. Ty już wiesz....... - napisała jedna z koleżanek zmarłej kobiety.

- Moja Kochana. Serce mi pękło. Tyle było planów... Kawa na Twojej werandzie... Wypijemy ją... Kiedyś... - napisała przyjaciółka 36-latki.

Źródło: Fakt

Następny artykuł