Pociąg wypadł z torów i stanął w płomieniachFot. unsplash.com/@pjrpkm/ zdjęcie poglądowe

Nie żyje nawet 200 osób, szczegóły ukrywano latami. Świadkowie odważyli się przemówić o tajemniczej katastrofie kolejowej

Pociąg, który miał się wykoleić w okolicy Nowego Dworu Mazowieckiego, pozostaje tajemnicą władz komunistycznych. Dziś świadkowie zdecydowali się przemówić i ujawnić zaskakujące fakty sprzed lat. O śmierci blisko 200 osób pisała zagraniczna gazeta.

Pociąg w relacji Gdynia - Warszawa wyjechał 22 października 1949 roku. Jak głoszą opowieści przekazywane ustnie przez mieszkańców Nowego Dworu Mazowieckiego, nigdy nie dotarł do celu, ponieważ wypadł z torów w pobliżu miejscowości. W katastrofie miało zginąć prawie 200 osób.

Brakuje informacji o zdarzeniu

Dziś trudno określić, czy miejska legenda jest prawdziwa, czy została znacznie podkoloryzowana. W zagranicznych mediach pojawiło się kilka wzmianek o katastrofie niedaleko Warszawy. Zaznaczono jednak, że informacje nie są oficjalne, chociaż zostały sprawdzone. Komunistyczne władze mogły ukryć tragedię, lecz 200 osób podróżujących pociągiem nie mogło rozpłynąć się w powietrzu.

- Na mojego nosa, tego zdarzenia nie było. Nie chcę wierzyć, że do niego doszło, a nawet jeśli, to nie w takiej skali. Trudno ukryć śmierć 200 osób, przecież ich trzeba było gdzieś pochować. Stratę bliskich odczułyby rodziny, więc sprawa byłaby głośna dzięki ustnym przekazom, nawet mimo komunistycznej cenzury wyraził swoje wątpliwości Grzegorz Petka, miłośnik pociągów, a zawodowo naczelnik dyspozytury Kolei Mazowieckich cytowany przez tygodnik Polsat News.

Petka nie miał jednak pewności, czy jego przypuszczenia są prawdziwe, więc wraz ze znajomymi sprawdzili dane statystyczne pochodzące z końca lat 40. Nie znaleźli tam żadnych podejrzanych informacji o tym, by któryś z parowozów przestał być użytkowany nagle i bez podania przyczyny. W dodatku w tamtych czasach brakowało wagonów, więc trudno byłoby zmieścić 200 osób w krótkim składzie.

Pociąg wykoleił się, a lokomotywa stanęła w płonieniach

Zdzisław Pyźlak, mieszkaniec Nowego Dworu Mazowieckiego, pamięta urywki z regionalnych gazet, informujące o "drobnym wypadku". Był wtedy dzieckiem i z ciekawości udał się na miejsce katastrofy, by zobaczyć, co się stało.

- Stało się to o pierwszej lub drugiej w nocy. Rano poszedłem na miejsce z kolegami, lecz nie mogliśmy podejść do rozbitego pociągu, bo ochraniali go funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, wojsko i milicja. Widzieliśmy wykolejoną lokomotywę i zniszczone wagony, jednak ciał ani rannych wtedy już nie było - powiedział Pyźlak cytowany przez tygodnik Polsat News.

Dodał, że do akcji wywożenia ciał ofiar z Nowego Dworu Mazowieckiego zaangażowano m.in. kierowców państwowego zakładu Mostostal. Jednego z nich, pana Kowalskiego, znał osobiście, więc usłyszał jego relację. Zdaniem kierowcy "trupów było dużo", ładowali je do ciężarówek i przewozili do Warszawy. Wśród ofiar nie było jednak motorniczego, który "prawdopodobnie wpadł do pieca w parowozie i się spalił".

Władze mogły zatuszować sprawę

Mieszkaniec Nowego Dworu Mazowieckiego dodał, że pożar objął lokomotywę, ale wagony ocalały. Jest zdania, że mogło się w nich znajdować nawet 200 osób, ponieważ w tamtym okresie pociągi były przepełnione do tego stopnia, że czasem nie dało się już wcisnąć do środka. Z informacji, które usłyszał o zdarzeniu wynika, że katastrofę spowodował błąd pracownika PKP, który miał źle przełożyć wajchę zwrotnicy, przez co pociąg wjechał na niewłaściwy tor i się wykoleił.

Od katastrofy minęło dopiero 71 lat, a już pojawiają się głosy, że nigdy do niej nie doszło z powodu niewystarczających informacji. - W mieście panowała taka atmosfera, że nie wolno było publicznie nawet mówić o tym wypadku. Inaczej od razu było wiadomo, że ktoś za dużo się interesuje. Jednak nieoficjalnie wieści rozchodziły się wśród mieszkańców - wspomina Zdzisław Pyźlak w rozmowie z Polsatem. To mogłoby wyjaśniać przyczynę braku rzetelnego źródła informacji.

Sławomir Kaliński, lokalny pasjonat historii również uważa, że w 1949 r. w mieście doszło do poważnego wypadku kolejowego. W rozmowie z Polsatem przekazał, że "w zatuszowaniu katastrofy ówczesnym władzom "pomogły" traumatyczne wydarzenia z poprzednich lat, którymi wciąż żyli ówcześni Polacy". Władze miasta były podległe III Rzeszy i wykonywały ich polecenia.

Źródło: tygodnik Polsat News

Następny artykuł