Morskie Oko opadły szczęki

Fot. Wikipedia.org/Krzysztof T. miw/CC BY-SA 3.0/https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl (zdjęcie ilustracyjne)

Był na Morskim Oku po raz pierwszy. Wzbudził sensację. Turystom opadły szczęki

9 Września 2020

Autor tekstu:

Mateusz Sidorek

Udostępnij:

Morskie Oko znalazło się w samym centrum sensacji po niesamowitym wyczynie tego Polaka, który po raz pierwszy wybrał się w taką podróż. Turyści, którzy byli świadkami tego wydarzenia, mogą zapamiętać je na bardzo długo. O niesamowitym osiągnięciu Artura Świercza piszą najważniejsze media w kraju. Dla wielu może służyć za przykład wyjątkowej determinacji i wiary we własne możliwości.

Będąc w Tatrach, mnóstwo turystów odwiedza Morskie Oko. Niektórzy do tego miejsca dochodzą o własnych nogach, inni podróżują bryczkami. Mało kto jednak jest tak zdeterminowany jak Artur Świercz. Polak po raz pierwszy zobaczył popularną atrakcję turystyczną, chociaż od urodzenia jest osobą z niepełnosprawnością. Dotarł tam o własnych siłach.

Artur Świercz dotarł nad Morskie Oko. Dał piękny przykład innym.

Morskie Oko zobaczył podczas swojej pierwszej podróży w Tatry. Artur Świercz czekał na ten wyjazd 28 lat. Mężczyzna urodził się z przepukliną oponowo-rdzeniową i jest niepełnosprawny od urodzenia, przez co musi poruszać się na wózku inwalidzkim. Jak przyznał w rozmowie z Onet.pl, ta wycieczka była wynikiem spontanicznej decyzji.

- Cały wyjazd był spontaniczną akcją. Kolega jechał autem i zaproponował taki kilkudniowy wyjazd. A że izolacja społeczna "dała w kość", stwierdziliśmy, że uciekamy z miasta. Mieliśmy już jakiś harmonogram miejsc, które miałem obowiązkowo zobaczyć, a wśród nich Morskie Oko. Po dotarciu na parking wysiedliśmy i ruszyliśmy w drogę - słowa Artura cytuje Onet.pl.

Jadąc nad Morskie Oko, Artur czuł wyjątkowy dopping ze strony innych turystów i spotkał się z dużą życzliwością. Podkreślił również, że bardzo podoba mu się tradycja pozdrawiania się na szlakach. Osiągnięcie celu było dla niego niemałym wyzwaniem, jednak mimo obciążenia fizycznego, Artur stwierdził, że podczas tego wyjazdu odpoczął psychicznie.

- Prawda jest jednak taka, że mimo sporego wysiłku fizycznego, bardzo mentalnie odpocząłem. Naładowałem energię. To pozwala mi myśleć, że jeszcze tam wrócę. Człowiek z gór wyjedzie, góry z człowieka nigdy. One naprawdę dają moc - dodał na łamach Onet.pl.

Ciekawe co na to osoby, które nad Morskie Oko wolą jeździć bryczkami. Artur dał wspaniały przykład Polakom, pokazując, że wiele ograniczeń można pokonać determinacją i ciężką pracą, a niepełnosprawność i nie powinno być aspektem definiującym. W innym z naszych artykułów pisaliśmy również o wielkiej panice na polskim lotnisku.

Źródło: Onet.pl