wydarzenia AlaskaFot. Unsplash.com/Markus Spiske

Dom spłonął, mężczyzna musiał przeżyć w śniegu wiele tygodni. Gdy usłyszał jeden dźwięk, oszalał z radości

Wydarzenia, o których informują media, brzmią niewiarygodnie. Mężczyzna mieszkał na zupełnym pustkowiu, od sąsiadów dzieliło go kilkadziesiąt kilometrów. Nagle jego dom stanął w płomieniach, a on całe tygodnie żył w śniegu, aż do chwili, w której usłyszał cudowny dźwięk.

Wydarzenia, które miały miejsce na Alasce, zelektryzowały cały świat. Rozpisują się o nich niemalże wszystkie media, bo takie sytuacje naprawdę nie zdarzają się często. Pewien mężczyzna kupił sobie dom na zupełnym odludziu. Do najbliższego sąsiada miał 30 kilometrów, mieszkał zupełnie sam. Nagle jego chata stanęła w płomieniach, a na pomoc czekać musiał kilka tygodni.

Samolot musiał pilnie lądować awaryjnie. Uderzył w ogromny rój, zdjęcia wyglądają niewiarygodnieSamolot musiał pilnie lądować awaryjnie. Uderzył w ogromny rój, zdjęcia wyglądają niewiarygodnieCzytaj dalej

30-letni Tyson pochodzi z Utah, gdzie pozostawił wszystkich swoich bliskich i przeniósł się do chaty, którą we wrześniu kupił od weterana wojny w Wietnamie. Niewielki dom, zgodnie z doniesieniami The New Yotk Times, znajdował się w kompletnej dziwy na Alasce. Od sieci dróg oddzielały go lasy i jeziora, co wpłynęło na dalszy rozwój wydarzeń.

Wydarzenia, które miały miejsce na Alasce, brzmią niewiarygodnie

Jak wynika z doniesień medialnych, mężczyzna od września żył z daleka od świata, jednak regularnie kontaktował się z bliskimi. Najwyraźniej informował ich w jakiś sposób, że wszystko jest u niego w porządku, bo gdy nagle rodzina przestałą otrzymywać od niego jakiekolwiek informacje, bardzo się zaniepokoiła.

Poinformowano lokalną policję, że mogło stać się coś złego, jednak ze względu na położenie chatki, sprawdzenie tej informacji było bardzo trudne. Ostatecznie podjęto decyzję o dotarciu na miejsce śmigłowcem, a na miejscu zastano niewiarygodny widok.

Usłyszał cudowny dźwięk i został uratowany

Okazało się, że chata spłonęła najprawdopodobniej około 17 grudnia i od tamtego czasu mężczyzna cały czas żył sam w śniegu. Wydeptał w białym puchu wielki napis SOS, który zabawił na czarno popiołem, dzięki czemu ratownicy go zauważyli. Gdy po wielu tygodniach w końcu usłyszał cudowny dźwięk helikoptera, oszalał z radości. Natychmiast wyskoczył ze swojej prowizorycznej nory i zaczął energicznie machać rękami i zwracać na siebie uwagę.

Wszystko na szczęście skończyło się szczęśliwie, a Tyson został uratowany. Wytłumaczył również służbom, jak doszło do pożaru. Okazało się, że prawdopodobnie po prostu nieodpowiednio rozpalał w piecu.

- A więc iskra wyleciała przez komin i wylądowała na dachu. Kap, kap, kap – z dachu nade mną kapał płonący plastik. […] Wychodzę na zewnątrz i widzę, że cały dach stoi w ogniu - opowiedział.

Ratownicy najbardziej są zadziwieni jednak tym, że mężczyźnie udało się przetrwać w zimnie tyle czasu. Spędził prawdopodobnie ponad 4 tygodnie zupełnie sam w prowizorycznym schronieniu, gdy temperatury były ujemne, z każdej strony otaczał go śnieg, a on miał jedynie resztki puszek z jedzeniem i masła orzechowego.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Awantura w "Dzień Dobry TVN". Kinga Rusin nie wytrzymała
  2. Skandal podczas 28. finału WOŚP. Zachowanie protestujących oburzyło mieszkańców
  3. Wreszcie dobre informacje z Australii. Strażacy i eksperci mają świetne wiadomości na temat żywiołu
  4. Podlasie zostało boleśnie ośmieszone. Urzędnik stracił pracę, a teraz się tłumaczy
  5. Uwielbiane miasteczko zamyka bramy. Każdy turysta będzie musiał teraz płacić za wjazd
  6. Wielu Polaków chciało mu pomóc. Niestety, nie żyje Patryk

Źródło: Interia

Następny artykuł