Rosja pasażerkaScreen/TVN24/Reuters

Brak toalet, drewniane ławki i zimna herbata na mrozie. Studentka wyjawiła szczegóły ewakuacji z Chin

Rosja ewakuowała swoich obywateli z Chin, gdzie szalał wirus. Teraz na jaw wyszło, w jakiś warunkach byli transportowani. Relacja przyprawia o ciarki.

Rosja zadecydowała o ewakuacji swoich obywateli z terenów zagrożonych wirusem, jednak początkowo nikt nie wiedział, w jakich warunkach się to odbywało. Jedna z pasażerek zdecydowała się zabrać głos w tej sprawie i wyjawić, jak to wyglądało od środka.

Rozwód w rodzinie królewskiej, jest oficjalne potwierdzenie. Królowa jest wściekłaRozwód w rodzinie królewskiej, jest oficjalne potwierdzenie. Królowa jest wściekłaCzytaj dalej

Jej relacja naprawdę mrozi krew w żyłach. Jak wynika z jej słów, daleko tam było do zadbania o komfort pasażerów. W rozmowie z niemieckim nadawcą opowiedziała wszystko, co przeżyła.

Rosja ewakuowała swoich obywateli

Marina Zajcewa studiuje biologię w Niemczech, ale znalazła się w jednej z pierwszych grup ewakuowanych z chińskiej prowincji Hubei. Pochodzi z obwodu jarosławskiego, a w rozmowie z Deutsche Welle opowiedziała najpierw, jak wyglądała sytuacja w Chinach.

- Powiedzieli nam trzy dni wcześniej, kiedy nas zabiorą. Autobus przyjechał o szóstej rano, o godzinie jedenastej byliśmy w Wuhanie. Jechaliśmy dłużej niż zwykle, drogi były zablokowane. Ciągle też wysiadaliśmy z autobusu. Mierzono nam temperaturę i sprawdzano paszporty - mówiła.

Dalej stwierdziła, że warunki w wojskowym Ił-76 były okropne.

- Nie było pasów bezpieczeństwa, wszyscy ludzie po prostu siedzieli na drewnianych ławkach. W samolocie nie było toalet, ale były namioty, a w nich ustawione wiadra, które służyły za toaletę. W samolocie było bardzo gorąco. Dali nam suchą rację żywnościową - opowiada.

Dalej podkreśla, że lądowali jeszcze w Ułan-Ude, by zatankować. Panowała tam temperatura -30 stopni, a w namiotach mogli poczęstować się jedynie herbatą, która była zimna oraz bułkami, których nadzieje było zamarznięte.

Bardzo niepokojąca relacja

Marina obecnie przebywa w pensjonacie robotniczym.

- Znajduję się w pensjonacie robotniczym w obwodzie tiumeńskim. Kiedy tu przyjechaliśmy (w środę - red.), na spotkanie z nami przyszli lekarze w strojach ochronnych. Nie zaoferowano nam nawet wody, chociaż lecieliśmy ponad dwanaście godzin. Nie poproszono nas także, byśmy usiedli. Stojąc, odczytali instrukcje i ogłosili listy, kto z kim ma mieszkać w pokojach - opowiada.

Musi pozostać tam teraz 14 dni i nie może nigdzie wychodzić. Tyle trwa proces kwarantanny. Jak sama mówi, z pokoju nie może wyjść nawet na korytarz, bo takie są przepisy. Jeśli ktoś je złamie, natychmiast kwarantanna zostanie przedłużona o kolejne 2 tygodnie.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Nie żyje dziecięca gwiazda. Matka poinformowała o śmierci syna
  2. Zabieg usunięcia tarczycy jest czasem jedynym rozwiązaniem. Warto wiedzieć z czym jest powiązany
  3. Krzyki i panika na pokładzie samolotu. Wpadli w huragan, pilot 5 razy próbował lądować
  4. Nie tylko WizzAir z Polski. Nagrania samolotów walczących z huraganem wywołują ciarki, ale pilotom należą się brawa
  5. Będzie nowe województwo na południu Polski? Nie wszyscy się ucieszą, "temat jest w obiegu"
  6. Są już pierwsze ofiary i ogromne zniszczenia na terenie całej Polski. Jeśli nie musicie, nie wychodźcie z domów

Źródło: TVN24

Następny artykuł