Gdańsk kluby go-goFot. pixabay.com/ rosemaria

Koszmar w Gdańsku. Chciał wypocząć. Niestety, było tylko gorzej

Gdańsk przyciąga turystów z całego świata, którzy oprócz atrakcji chętnie odwiedzają kluby i bary. Nie wszyscy wracają do domu zadowoleni, niektórzy opowiadają o koszmarze, jaki przeżyli w jednym z lokali.

Gdańsk od lat ma problem z nocnymi klubami, które oszukują klientów. Pomimo kampanii informacyjnej dla mieszkańców i turystów, która ma na celu ostrzeganie przed wizytą w prywatnych klubach go-go, kolejne osoby dają się oszukać. Na ulicach można zobaczyć kubiki z informacjami o tym, jak wysokie potrafią być rachunki w tych lokalach. Wiele osób nadal daje się nabrać.

TVN przekazało pilny apel z Sopotu. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Nie jest dobrzeTVN przekazało pilny apel z Sopotu. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Nie jest dobrzeCzytaj dalej

Gdańsk ostrzega, lecz kolejne osoby dają się oszukać

Jedną z ostatnich ofiar klubu Glamour przy ulicy Lektykarskiej jest profesor uniwersytetu w Granadzie. Hiszpan wraz z kolegą trafili do lokalu 18 sierpnia, gdzie zamówili drinki. Nie byli świadomi zagrożenia i nie spodziewali się niczego złego. Gdy przyszło do płacenia, przeżyli szok.

- W nocy 18 sierpnia wszystkie lokale były zamknięte i pewien mężczyzna zaproponował nam pójście do klubu Glamour na ulicy Lektykarskiej. Był to rodzaj klubu ze striptizem, ale poszliśmy tam i kupiliśmy coś do picia. Potem kazano mi zapłacić, nie widząc kwoty. Po chwili otrzymałem z banku potwierdzenie opłaty w wysokości 1600 euro. Teraz wiem też, że w pubie zostałem odurzony narkotykami - relacjonował Hiszpan cytowany przez Fakt.

Turysta skarży się na interwencję policji

Oszukani mężczyźni od razu postanowili zaiadomić policję o tym, że doszło do oszustwa. Liczyli na pomoc funkcjonariuszy, lecz jak twierdzi profesor, nie otrzymali jej. W rozmowie z Faktem poskarżył się, że doszło do skandalicznego zatrzymania oraz łamania praw człowieka. Jego relacja sprawia wrażenie mrocznej historii z szemranej dzielnicy, a nie zdarzenia z dobrze znanego nam Gdańska. Po przyjeździe policji mężczyzna powiedział o tym, co go spotkało, a zamiast oczekiwanej pomocy został zatrzymany.

- Założyli mi kajdanki i wsadzili do radiowozu. Nie powiedzieli koledze, dokąd mnie zabierają. Później zostałem doprowadzony na izbę wytrzeźwień, gdzie dostałem zastrzyk i od tamtej pory wszystko było rozmyte - światła, krzyki i śmiech. Następnie przywiązali mnie na kilka godzin pasami do metalowego łóżka, nie pozwolili mi wyjąć soczewek, odmówili wody. Nie zostałem zbadany alkomatem, nie zrobiono mi też badań krwi, a mimo to wpisano w protokole, że mam 1,36 promila alkoholu. Nie pozwolono mi iść do toalety, tylko pozwolili mi oddać mocz na siebie i śmiali się z tego - opisywał Hiszpan w rozmowie z Faktem.

Komenda odpowiada na zarzuty

Wobec takich oskarżeń pod adresem polskich policjantów pojawiły się wątpliwości, czy ta sytuacja rzeczywiście miała miejsce. Dziennikarze Faktu postanowili zapytać zespół prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku o zatrzymanie hiszpańskiego turysty. Okazało się, że policjanci posiadają nagrania z zatrzymania i pełen opis tego, co działo się przed klubem i później na komisariacie. Jak przekazała st. asp. Karina Kamińska, wszystko przebiegało zgodnie z przepisami, a funkcjonariusze nie przekroczyli swoich kompetencji. Wydano oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

- Informuję, że przebieg interwencji został zarejestrowany przez kamery nasobne policjantów przeprowadzających tę interwencję. Funkcjonariusze 18 sierpnia przed godziną trzecią otrzymali zgłoszenie od 43-latka o tym, że został oszukany w klubie nocnym, w którym się bawił. Na miejsce pojechali policjanci, zastali tam nietrzeźwego zgłaszającego. Mężczyzna nie mówił po polsku, był agresywny i pobudzony, a według świadków, którzy stali przed klubem, chwilę wcześniej rzucał w drzwi lokalu drewnianą sztachetą i krzyczał w kierunku pracowników niezrozumiałe dla nich słowa - brzmi fragment oświadczenia przytoczony przez Fakt.

Dwie sprzeczne relacje

Z relacji policji wynika, że mężczyzna nie był w stanie utrzymać się na nogach, kładł się na ziemi. Na bieżąco był informowany po angielsku o tym, co się dzieje i co może zrobić, gdy już wytrzeźwieje. Mężczyzna nie reagował, lecz ok. godziny 17 przyszedł ponownie na komisariat i złożył zawiadomienie o oszustwie, jak radzili mu policjanci w trakcie zatrzymania. Wtedy ani słowem nie wspomniał o jakiejkolwiek nieprawidłowości ze strony funkcjonariuszy, która rzekomo miała miejsce podczas interwencji.

- Pięć dni później ten sam mężczyzna tuż przed godziną 2 w nocy w to samo miejsce wezwał policjantów i zgłosił im, że został po raz kolejny w tym miejscu oszukany. Mężczyzna był nietrzeźwy, bełkotał, kontakt z nim był utrudniony. Policjanci pouczyli zgłaszającego, by po wytrzeźwieniu złożył zawiadomienie o przestępstwie. Funkcjonariusze przekazali mężczyźnie wezwanie do stawienia się w komisariacie policji, którego odbiór pokwitował. Mężczyzna do tej pory nie złożył zawiadomienia o przestępstwie - brzmi dalsza część oświadczenia gdańskiej policji przytoczona przez Fakt.

Dzisiaj grzeje: 1. Porażający wypadek na autostradzie. Ratował się, kto mógł. Nic z nich nie zostało
2. Trudno spokojnie komentować. Ujawniono co Katarzyna W. robiła ze strażnikami w więzieniu

Oszuści czyhają na turystów

Za pierwszym razem Hiszpan został zmuszony do zapłacenia rachunku w wysokości 1600 euro. Gdy wrócił do klubu i zażądałzwrotu, zamiast niego pobrano z jego karty kolejne 1000 euro. Teraz sprawą zajmuje się policja pod nadzorem prokuratury. Obecnie przeciwko klubom go-go w Gdańsku toczy się 7 innych spraw. Za każdym razem oszustwo wygląda tak samo: przed lokalem piękne kobiety zapraszają do środka, często bardzo nachalnie, a potem klienci otrzymują horrendalnie wysokie rachunki za usługi, z których nie korzystali. Podobna sytuacja ma miejsce w Sopocie.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Podczas wybuchu z domów zniknęły zwierzęta. Nagranie z monitoringu wprawia w osłupienie
  2. Amerykanie testują broń przed którą nie ma obrony. Rosjanie przodują w tej technologii
  3. Porażający wypadek na autostradzie. Ratował się, kto mógł. Nic z nich nie zostało
  4. Nie żyje popularna dziennikarka. Miała 35 lat. Dramat
  5. Zmienili przepisy. Poszła na zajęcia do szkoły. Konsekwencje są porażające
  6. Zmartwiona suczka podbiegła do obcych ludzi. Błagała o pomoc, chodziło o jej dzieci

Źródło: Fakt

Następny artykuł